Mam na imię Beata, mam 48 lat jestem nauczycielką i poza tym właścicielką salonu kosmetycznego, matką dwóch dorosłych synów, opiekunką mojej 90- letniej babci, i jeszcze, ale już nie długo żoną. Jesteśmy ze sobą 30 lat. Mój mąż, rówieśnik, kolega z jednej klasy, ukochany od liceum, obecnie menadżer w firmie poznał w internecie muzułmankę z Azerbejdżanu i zakochał się. Przestał ze mną rozmawiać i w końcu przyłapałam go na Skype. Wiem o tym od 8 miesięcy. Tworzyliśmy szczęśliwą z mojego punktu widzenia rodzinę.

 Dorobiliśmy się dóbr, wykształciliśmy dzieci, pracowaliśmy, kochaliśmy się, mieliśmy wspólne pasje, ale również każdy własną przestrzeń. On przystojny, wrażliwy, kochający przyrodę i wieś, wzorowy ojciec. Ja trochę bardziej szalona, uważana za motor naszego małżeństwa, ładna, zadbana, wzorowo prowadząca dom i bardzo rodzinna. Uwielbialiśmy być ze sobą, każdą wolną chwilę poza pracą pragnęliśmy spędzać razem krzątając się w codzienności. Naszą pasją były podróże. Od kilku lat lubiliśmy jeździć we dwójkę. Trzymaliśmy się za ręce podczas porannej kawy i na spacerach. Nigdy dotąd nie czułam się tak szczęśliwa w związku jak ostatnimi laty. Wcześniej bywało różnie i wiem, że nie wyznaczałam granic, gdy mój mąż flirtował z koleżankami z pracy na wyjazdach integracyjnych. Małe dzieci, a ja w domu z obowiązkami. Jednak zawsze “wracał” na łono rodziny bez większych awantur. Mówił, że jest typowym samcem, a ja mam pecha, że na niego trafiłam. Ja jednak tego pecha nie widziałam i uważałam, że z wiekiem mu to minie.

Tak samo myślałam tym razem, że internet, zauroczenie inną kulturą, religią, może z nudów z dobrobytu, ale że miłość to tak na prawdę ze mną. Nie udało się, nie wytrzymałam, w listopadzie po próbach wspólnej terapii, którą on przerwał, rozmowach dzieci, moich, jego rodziców, pomimo wyprowadzki z domu i ponownym powrocie nadal nie umiał zerwać tego kontaktu. Okłamywał mnie. Przy okazji zrobił ze mnie terapeutę. Płakał, mówił wyciągnij mnie z tego, nie potrafię sobie z tym poradzić. Kocham was obie. Pomagałam, wysłuchiwałam, ratowałam to małżeństwo, przy okazji schudłam 12 kilo, wpadłam w silny stres, nie mogłam pracować. Aż w końcu zrozumiałam, że Pan Bóg dał mi nogi, żeby uciekać.

Teraz wiem, że naszego związku nie da się uratować. Podjęłam decyzję, że musimy się rozstać, od 3 miesięcy nie mieszkamy razem. Nasze stosunki są poprawne, rozstajemy się bez krzyków, w spokoju i zgodzie. On często dręczy mnie sms-ami, że nie może się ode mnie uwolnić. Ale ja nie chce być przyjaciółką. Wiem, że nie chce już mnie, jako kochanki. Lubi mnie, ale pożąda tamtą kobietę. Dziwne jest dla mnie, że oni się nadal nie spotkali. Planują ślub. Wspólne życie. Wszystko przez Skype. Czy jest możliwa taka miłość? Nie mogę zrozumieć jednego, jak musiał być zdeterminowany, że poświęcił całe nasze życie dla internetowej znajomości, a w jego mniemaniu miłości. Czy gdyby ona się nie pojawiła nadal mnie by kochał?  Pracuję nad tym, żeby sobie i jemu wybaczyć, chcę być szczęśliwa, wierzę, że stało się to dla nas, a nie przeciw nam. Ciągle o nim myślę ciepło. Płaczę. Ile to jeszcze potrwa???
Będę wdzięczna za odpowiedź.

Witaj Beato!

To rzeczywiście niezwykłe co piszesz. Z Twojego punktu widzenia wszystko wyglądało doskonale, a przecież prawda była inna. Bagatelizowałaś jego zdrady, oglądnie się za kobietami, godziłaś się na kolejne powroty. Taki styl życia i bycia w iluzji i zakłamaniu przyjęliście oboje.  Zapewne duży, nieuświadomiony najczęściej wpływ na to miały obiegowe przekonania, w które chciałaś wierzyć, jak np.: „ jak się wyszumi to wróci, wszyscy mężczyźni zdradzają, mąż jak weksel zawsze do domu wraca,”

Do domu, do wygody i dbania o niego być może i wróci, kiedy będzie stary, chory, lub będzie wymagał opieki, ale nie może wrócić do miłosnej szczerej relacji, która była miedzy nimi przed laty.

Jak wiesz każde nasze zachowanie jak również jego brak (brak reakcji, bagatelizowanie problemu, unikanie prawdy) ma swoje konsekwencje. To, co się wydarzyło w Twoim związku jest nią właśnie. Nie będę się tutaj zajmować postawą męża, bo nie on do mnie napisał.

Prawdą jest, że nie skupiałaś się, nie skupialiście się na rozwiązaniu problemu. Dopiero skrajna sytuacja zaprowadziła Was do terapeuty, rozstania czy w konsekwencji rozwodu.  Natomiast we wszystkich działaniach życiowych najważniejszy jest czas teraźniejszy, czyli to, co robimy w danej chwili, gdy pojawia się temat do rozwiązania. Zamiatanie pod dywan, odkładanie na później, udawanie, że wszystko jest w porządku powoduje, że konflikt, problem, fałsz i obłuda narasta i jest to prosta droga prowadząca do eksplozji, wybuchu, katastrofy i rozpadu.

Dlatego też każdy terapeuta małżeński zaleca parze, żeby nigdy w złości, żalu i pretensjach nie szła spać tylko wyjaśniła wszystko co jest do wyjaśnienia natychmiast. Wyście tej strategii nie stosowali.
Rozumiem, że dzięki temu co się wydarzyło, dorosłaś, dojrzałaś i zaczęłaś przyglądać się sobie i swoim reakcjom. Popatrz na te dziesięć lat z dużej perspektywy.  Obejmij jednym spojrzeniem oba bieguny i sprowadź do jedności, a poczujesz, że przyszedł czas dla Ciebie.  Przed Tobą kilkadziesiąt lat życia, które tym razem możesz przeżyć w miłości do siebie samej, a wtedy pojawi się też partner godny Ciebie.

 Teraz przyszedł czas na dojrzałość, na samotne pobycie z sobą, poznanie się, nabranie dystansu, zrozumienie siebie i akceptację. Potrzebujesz oczyścić się, uwolnić cały skumulowany przez lata żal gniew i smutek, własne kompleksy i ograniczenia. Teraz już nie ma miejsca w Twoim życiu na wygładzanie i ukrywanie pogniecionego wnętrza pod płaszczykiem gładkiej rzeczywistości. To czas na uwolnienie siebie od samej siebie i podziękowanie mężowi, że Ci umożliwił ten głęboki proces przemiany, w który właśnie wstąpiłaś. Zapraszam Cię oczywiście do kolejnego kroku na drodze własnego rozwoju, do wzięcia udziału w warsztatach Cud Świadomych Związków lub spotkania na skypie na sesji indywidualnej.  

A jego znajomość internetowa pokazuje, że jest dokładnie tak samo fikcyjna i iluzoryczna jak to szczęście życiowe, od którego postanowił odejść. Był i jest niezdecydowany.  Przez cały czas sprawdzał jak daleko może się posunąć, ile będzie mu darowane i wybaczone.  Im bardziej przymykałaś oko na całą sytuację, tym on był bardziej niezadowolony, bo jego potrzeba zwracania na siebie uwagi, ekscytacji i adrenaliny, potwierdzania męskości nie była zaspokojona, gdy nie widziałaś jego sekretnych związków.

Z internetową partnerką zapewne nigdy się nie spotka, bo ta znajomość rozwija się dzięki temu, że jest niemożliwa do zrealizowania, ale póki co, zaspokaja jego twórczą wyobraźnię w tworzeniu nierzeczywistych przestrzeni życia.
 
 Pytasz Czy taka miłość jest możliwa?
 
Otóż odpowiem NIE, ponieważ to nie jest miłość serca, ale ułuda, substytut, wyobrażenie, który przypomina mrzonkę nastolatka goniącego za tym, co niedoścignione i dalekie. Póki co ta zna
jomość pobudza wszystkie jego zmysły i wprowadza w świat beztroskiej fantazji zaspokajając niezrealizowane na łonie małżeństwa i rodziny potrzeby, psychiczne, intelektualne, poznawcze. W tej relacji szuka nierzeczywistych emocji i dostaje wszystko to, czego nie dało mu życie, a w istocie, czego sam sobie nie dał.  
   
Wracam do Ciebie. Dziękuję, że napisałaś tak szczerze i otwarcie.  Widzę, że zaczynasz rozumieć co się działo w Tobie przez te wszystkie lata. Zaakceptuj to co było, co jest i zgódź się. Wtedy będziesz mogła wybaczyć sobie  nie wchodząc w poczucie winy, ani nie obarczać nią kogokolwiek. Było jak było i jest jak jest. Ważne, żebyś zdecydowała się na pokochanie siebie, wtedy staniesz się autentyczna i prawdziwa, a gdy zaczniesz się szanować to inni będą szanować Ciebie.

Teraz pozostań maksymalnie spokojna i zrównoważona, trzeźwa i przytomna by nie zasilać emocji i przestać cierpieć. Wtedy powoli cały żal i poczucie straty minie, a Ty docenisz te wspólnie przeżyte lata i rozpoczniesz nowy kolejny rozdział swojego życia, bardziej świadomy, piękniejszy i spełniony. Czego Ci z całego serca życzę. Małgosia