Do tytułu tego artykułu nawiązuje bajka Józefa Ignacego Kraszewskiego „Dziad i baba”. To opowieść o partnerach, którzy przeszli wspólnie długą drogę życia w szczęściu i spokoju, czując się razem jak w niebie. Jedyne, co ich trapiło na koniec życia, to lęk przed rozdzieleniem po śmierci.

Słysząc tą historię, wielu z nas też chciałoby mieć tylko taki problem na starość, a póki co żyć pełnią życia w radości i spełnieniu.
Co więc robić, żeby napisać taki scenariusz do swojego życia? Otóż bez względu na to, jak się masz dzisiaj, w jakiej relacji jesteś ‒ sam czy z bliską Ci osobą ‒ możesz już dziś nakreślić właściwy kierunek kreacji swojej drogi życiowej, a podświadomość zrealizuje go dla Ciebie. Bądź spokojny. To proces, który potrwa tak długo, jak sam zdecydujesz. Czuj się bezpiecznie, bo wszystko zależy od Ciebie.

Pewnie się dziwisz czytelniku, dlaczego piszę o zaleceniach dla jednostki, skoro temat dotyczy par. Jednak uwierz mi, że wszystko w Twoim życiu zaczyna się od Ciebie. Także to, jakiego partnera/partnerkę wybierzesz i czy będziecie ze sobą szczęśliwi. Jak to możliwe? Otóż, w największym skrócie, to Twoje myśli kreują Twoją rzeczywistość. To, na czym się skupiasz, zasilasz swoją energią stwarzania, a więc… Ty sam tworzysz codziennie swojego partnera energią, jaką mu wysyłasz! Jeśli będziesz myśleć o nim z miłością i skupiać się na jego zaletach, Twoja energia będzie wzmacniać w nim wszystko to, co najlepsze. Jeśli będziesz patrzeć na niego krytycznie, a Twoje uczucie do niego będzie zależało od tego, czy spełnia on/ona Twoje oczekiwania, jest wielkie prawdopodobieństwo, że się zawiedziesz, gdyż… Twoja energia będzie go osłabiać.

Jeśli jesteśmy sami, od naszej gotowości i otwartości zależy, czy nowy partner zjawi się w naszym życiu. Od naszej intencji zależy, czy będzie to właściwa osoba. Od naszej miłości nieuwarunkowanej oczekiwaniami zależy, czy uda się nam razem przejść przez życie w szczęściu i harmonii.

Taki właśnie scenariusz miała historia mojej asystentki Ewy opowiadająca o miłości jej dziadka i babci. Jednej nocy zmarli oboje. Wieczorem położyli się spać. W nocy dziadek się przebudził i zadzwonił po córkę, która szybko przybiegła i oboje stwierdzili, że babcia umarła. Długo płakali oboje. Kiedy córka poszła w końcu po lekarza, dziadek położył się do łóżka obok żony i zasnął. Gdy córka wróciła do domu z lekarzem, ten stwierdził… że nie żyją oboje.

Ich wnuczka, kiedy relacjonowała mi te wydarzenia, miała dla nich samą miłość i wdzięczność. Była świadoma tego, że oboje zakończyli życie w pełnej akceptacji i bezwarunkowej miłości dla siebie samych i otoczenia. Mieli po 87 lat, byli zdrowi i samodzielni do końca swych dni. Wielokrotnie wracałyśmy wspomnieniami do dziadków Ewy, bo wypytywałam ją o różne szczegóły z ich życia, a wszystkie opowieści potwierdzały te same prawidłowości, które prowadzą każdą parę do szczęścia.

Pobrali się z miłości, mimo protestów i braku akceptacji ze strony rodziny dziadka. W związku z tym, nie otrzymali wsparcia finansowego od jego rodziców, którzy wydziedziczyli syna. Do wszystkiego dochodzili sami i umieli się cieszyć każdym drobiazgiem. Mieszkali na wsi i wiedli spokojne, skromne życie. Kiedy pojawiły się dzieci, rodzice dziadka odpuścili złość, zawiedzione oczekiwania i cieszyli się z wnuków. Zaakceptowali synową. Wybaczyli i odpuścili sobie wzajemnie osądy, a energia przodków ze strony dziadka popłynęła do Ewy i pozostałych wnuków. Stali się pełną rodziną. Ewa opowiadała, że dziadek zawsze dbał o babcię, a ona o niego. Dzieci uwielbiały u nich przebywać, bo czuły się kochane i akceptowane, a zapach szczęścia i radości unosił się nie tylko w kuchni babci, ale w całym obejściu.

Być może, gdy się pobierali, nie znali nawet słowa intencje, ale z całą pewnością były one czyste i szczere. Płynęły z serca i za jego prowadzeniem poszli, nie bacząc na opinię z zewnątrz, ani na to, że jako małżeństwo zaczynają od zera i bez wsparcia bogatszej rodziny. Przez całe życie towarzyszyła im miłość, szczerość, prawda, bezkompromisowość i zaangażowanie.

Nagrodą była bezbolesna śmierć obojga jednej nocy, po długim, spełnionym życiu razem. Złożeni zostali do jednego grobu w czasie wspólnej ceremonii i dalej ich ciała są razem. Dusze z pewnością też razem szybują po bezkresnym niebie, ciesząc się i radując z tych życiowych doświadczeń, które ich ubogaciły i wzniosły na wyższe poziomy istnienia.

Ot, wyjątkowa historia pary, ale nie przypadkowa, bo całym prostym i szczerym życiem pracowali na nią. To, co ważne dla każdego z nas, gdy tworzymy relacje, to uwolnienie się od rodziców poprzez akceptację ich takimi jakimi są i wzięcie pełnej odpowiedzialności za jakość swojego życia i funkcjonowania w parze.

Kiedy tworzymy szczęśliwe związki?

– gdy oboje partnerzy są dorośli, samodzielni i wolni od wpływu rodziców,

– gdy każde z nich jest odpowiedzialne za siebie samego i za jakość bycia w parze,

– kiedy świadomie podążają razem, w tym samym kierunku, wnosząc na bieżąco energię i zaangażowanie w związek.

Małgorzata Przygońska