Wielu singli pyta mnie często „po co komu ten związek”?
Odpowiadam wtedy bez namysłu: żeby iść razem przez życie, wzrastać i dzielić się sobą.

Kiedy byliśmy młodzi i nieświadomi, chodziło nam o to, żeby połączyć się więzami małżeńskimi i wszystkim, czym się tylko da z partnerem. Chcieliśmy zacieśnić swoje funkcjonowanie do dwojga, a potem swoich dzieci i najbliższej rodziny.  Z czasem ta ciasnota, brak otwartości na świat i nowe idee, oraz zwyczajna nieznajomość zasad funkcjonowania w związku i nieumiejętność bycia, szanowania swojej i wzajemnej przestrzeni, dała się wszystkim we znaki. Brak świeżego powietrza i miejsca do rozpostarcia ramion, nie mówiąc już o skrzydłach, okazał się być zasadniczą przeszkodą do właściwego funkcjonowania w parze. Hołubione i nadmiernie kontrolowane przez nas dzieci pouciekały z domów, by zaczerpnąć nieco wolności, lub żeby nam udowodnić, że dadzą sobie radę same. Czasami ta ucieczka przeradzała się w powtórkę z rozrywki związku swoich rodziców albo dziadków i w ten sposób nierozwikłane wcześniej pęta uzależnienia dały o sobie ponownie znać.

Trudno się dziwić młodym, kiedy hormony buzują i chuć jest przeogromna, że nie myślą o warunkach koniecznych do spełnienia w związku. Jeśli jednak się kochają i kierują odczuciami serca, a nawet decydują się na bycie razem wbrew rodzinie, to okazuje się po latach, że właśnie oni mieli szanse na wspólne, bądź co bądź, dojrzewanie w parze. Dorastanie do nowych ról, stanowiło dla nich kolejne wyzwania, przez które przeszli razem, będąc dla siebie nawzajem wsparciem. Dzięki wdzięczności za każdy wspólny etap podróży przez życie, mogli przezwyciężyć wszelkie trudności i kryzysy. Różnica między takimi parami, a tymi, które kalkulowały, decydując się na związek, jest taka, że pierwszych połączyło uczucie, a pozostałych lęki, wyrachowanie czy presja społeczna.

Gdy intencje stworzenia związku były niewłaściwe, relacja nie mogła się udać.  Jeśli brak było miłości, prędzej czy później ujawniły się niecne zamiary obu stron i wtedy wszyscy byli zawiedzeni, a zainteresowani sobą najbardziej.

Jeśli to oszustwo „nauczyło ich rozumu” i wyciągnęli z tej „przygody w kalkulacje” właściwe wnioski dla siebie, to zamiast obwiniania i oskarżania siebie wzajemnie, rozpoczęli pracę nad sobą. To miało pozytywne przełożenie na wzajemne zrozumienie siebie i wspólną relację. Poznanie siebie i dotarcie do prawdy dotąd nieodkrytej, niewypowiedzianej i nieujawnionej nawet przed samym sobą, było kluczowe dla każdego z nich. Taka otwarta postawa wymagała od nich obojga odwagi, determinacji i konsekwencji kontynuowania tej drogi. Życzliwe spojrzenie na siebie, pełna akceptacja dla swojego rodu, jego losu i doświadczeń, pozwoliła tym dwojgu na uwolnienie się od ograniczeń nałożonych im przez wychowanie, kulturę, religie i system kształcenia. Dzięki temu, że przetransformowali niewłaściwe intencje mogą kontynuować związek lub uwolnieni z wcześniejszych ograniczeń mogą z miłością i zaufaniem budować nową bliską relację.

Choć dla każdej pary bycie razem jest wyzwaniem, to jedynie zgoda na to co jest i takie jakie jest, stwarza możliwość partnerom, małżonkom na szczęśliwe życie.  Nagroda za taką postawę jest bezcenna dla obojga. Nie tylko daje im szanse na osobisty rozwój każdego z nich,  ale również na systematyczne wzrastanie do miłości bezwarunkowej i pełną akceptację partnera wraz z jego losem. Kobieta i mężczyzna mają pełne zaufanie do siebie samych i wzajemnie.

Wtedy  wszystko się mnoży razy dwa i każdy w tej relacji czuje się ubogacony i bezpieczny.

Okazuje się, że szczęście dzielone z innymi się pomnaża.