Kiedy spotykamy na swojej drodze osobę, z którą chcielibyśmy razem iść przez życie, to decydujemy się na stworzenie z nią związku – małżeńskiego lub partnerskiego. Będąc codziennie razem we wspólnej przestrzeni, poznajemy siebie naprawdę. Wcześniej czy później, opadają wszelkie maski i wyidealizowane wizerunki. Może się wtedy okazać, że przestajemy akceptować siebie nawzajem. Zaczynają nas irytować różne zachowania naszego współtowarzysza. Może to dotyczyć jego postaw, stylu bycia czy ubierania się, a w skrajnych przypadkach, może to być wszystko, co on sobą reprezentuje.To trudna sytuacja, która w odczuwalny sposób męczy nas, a także partnera. Najczęściej chcemy go zmienić, nagiąć do naszych poglądów lub sprawić, by spełnił nasze oczekiwania. Taka postawa ewidentnie nie sprawdza się w związku i daje obojgu asumpt do kłótni, sprzeczek i wzajemnego narzekania na siebie.

Kiedy nie akceptujemy partnera takim, jaki jest, to zwracamy mu uwagę, wyśmiewamy się z niego, bądź prosimy go o zmianę. Tak to wygląda na poziomie świadomym. Na nieświadomym poziomie, zawsze atakujemy go energetycznie i to jest bardzo niebezpieczne, ponieważ ta energia wraca do nas zwielokrotniona, w postaci awantur, przemocy słownej czy fizycznej. Atakowany partner nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje, ale odczuwa zagrożenie i dlatego ucieka z domu, wpada w depresję, unika rozmów, bliskości, seksu.

O akceptacji powiedziano już chyba wszystko, choć ciągle jest niewłaściwie rozumiana.
Pracując z klientami, zwracam im na to uwagę, ponieważ bez akceptacji siebie samych i partnera nasz związek się nie uda. Oczywiście, możemy od burmistrza odbierać kolejne odznaczenia za wieloletnie pożycie małżeńskie, ale nie w tym rzecz, jak długo ze sobą żyjemy, ale jak żyjemy. Małżonkowie czy partnerzy, którzy są świadomi siebie, ufają sobie samym oraz swoim partnerom zdają sobie sprawę, że ten drugi człowiek, to swego rodzaju lustro, w którym odbija się ich własne wnętrze.

Jeśli jest coś w naszym partnerze, czego nie akceptujemy, to przede wszystkim, powinniśmy zacząć przyglądać się sobie, bo… gdzieś w głębi duszy, nie akceptujemy siebie samych. Próby zmiany naszego współtowarzysza na siłę nic nie dadzą. Ale możemy poszukać zmiany w sobie.

Pracowałam z klientką, która opowiadała mi, że wszyscy jej partnerzy, z czasem, upodobnili się do siebie. Wszyscy zaczęli uprawiać spot, dbać o siebie, a nawet podobnie się ubierać. To oznacza jedynie, że świadomie bądź nieświadomie, wywierała na nich presję, a oni, kochając ją, spełniali jej oczekiwania, tracąc jednocześnie poczucie wolności i godności osobistej. Łatwo się domyślić, że żaden z tych związków się nie utrzymał, a ona pozostawała sama. Dopiero zauważenie i zaakceptowanie przez nią samą tego faktu, że to jej osobisty program ich upodabniał do siebie, dało jej szansę na stworzenie bliskiej i harmonijnej relacji. Wcześniej moja klientka nie akceptowała, przede wszystkim siebie. I w związku z tym, stawiała i sobie, i swoim partnerom bardzo wysokie wymagania.

Tak to już jest, że dopiero, kiedy sami siebie zaakceptujemy, możemy zaakceptować inną osobę. Akceptacja partnerów w związku jest kluczowa, byśmy mogli mówić o bliskiej relacji, o porozumieniu i szacunku dla siebie wzajemnie.

Często słyszę pytanie: jak mam to zaakceptować , że on pije, bije i zdradza? Wstydziłam się tego i ukrywałam nasze awantury mając nadzieję, że po kolejnych przeprosinach coś się zmieni. W ten sposób spędziliśmy na niespełnionych obietnicach prawie dziesięć lat.

Moja odpowiedź w takich sytuacjach brzmi na ogół podobnie. Dopiero kiedy przestaniesz zaprzeczać faktom, że nic się nie dzieje i zgodzisz się na to co jest, takie jakie jest, będziesz mogła dokonać świadomego wyboru. Kiedy przestaniesz ukrywać fakty i pozwolisz, by prawda ujrzała światło dzienne, przestaniesz żyć w iluzji. Zrezygnujesz z tłumaczenia siebie i jego, że przecież w każdej parze tak się dzieje i przestaniesz czekać, że jakoś samo się ułoży.

Warto wiedzieć, że samo nic się nie stanie, że zobaczymy zmianę w partnerze dopiero wtedy, kiedy sami zmienimy swój wewnętrzny program. Zgoda, za którą idzie akceptacja nie oznacza, że masz sobie pozwolić na poniżanie, przemoc czy brak szacunku. Zgoda jedynie pozwali Ci wyjść z iluzji i podjąć świadomą decyzję o osobistej przemianie, której konsekwencją będzie zmiana Twojej sytuacji. Patrząc na partnera, możesz zobaczyć w sobie te cechy, których dotychczas nie akceptowałeś/aś w sobie. Zgodzić się na nie, zaakceptować, by wznieść się ponad osąd, ocenę i powierzyć Waszą relację Bogu do odczynienia.

Pozdrawiam
Małgorzata Przygońska