Mogą być one różne i w różne strony nas poprowadzą. Szczególnie ważne są te, które zadajemy sobie po tzw. porażce czy niepowodzeniu.

Kiedy popatrzymy na przeszłość z dystansu, z perspektywy wielu lat, to zauważymy, że porażek nie ma, bo to, co kiedyś wydawało nam się katastrofą i wielkim niepowodzeniem, otworzyło nam drogę do nowego, lepszego, bardziej satysfakcjonującego życia.

Dziś możemy być wdzięczni za to, że „ktoś, coś lub okoliczności” sprzyjały temu, że wyrzucono nas z uczelni czy pracy lub zostawił/a nas partner/ka. Dzięki temu zajęliśmy się tym co lubimy, otworzyliśmy własną firmę, zmieniliśmy branżę, zajęliśmy się własnym rozwojem czy wyjechaliśmy do innego miasta. Tam poznaliśmy przyszłą żonę lub męża i dziś jesteśmy szczęśliwymi osobami. Po takim doświadczeniu mówimy, że to było najlepsze, co mogło się nam wydarzyć.
Wszystko bowiem dzieje się dla naszego dobra i rozwoju, tylko nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Po drodze przerabiamy różne lekcje, które nas ubogacają w doświadczenia i przeżycia.

Tak też jest z pytaniami, które sobie zadajemy. Skupmy się na relacjach. Możemy pytać siebie lub innych „DLACZEGO?”…przez 10 lat żyłem/am z partnerem agresywnym i wraz z dziećmi znosiłem/am przemoc fizyczną i psychiczną?

Odpowiedź z tego poziomu będzie jednoznaczna: bo nie miałem/am wyjścia, bo się bałem/am, że jak coś zmienię, odejdę, lub się przeciwstawię, to będzie jeszcze gorzej niż jest. Funkcjonowałem/am więc z dziećmi jak ofiara uwikłana w sytuację bez wyjścia.

Warto, żebyśmy zdali sobie sprawę, że póki w tym tkwiliśmy, wszystko wyglądało beznadziejnie, a poziom wstydu, winy i apatii był wszechogarniający. Jedynym winnym i odpowiedzialnym za ten stan był ktoś inny niż my sami, przysłowiowy teść, rodzina, mąż czy była już żona. Myśląc w ten sposób tkwiliśmy w tym stanie wiele lat, nie widząc rozwiązania. A nasze dzieci, patrząc na nas, uczyły się na czym polega rodzicielstwo i życie w parze. I z tą wiedzą idą w dorosłe życie, tworząc tak jak my, patologiczne relacje.

Z perspektywy czasu widzimy, że kiedy przelała się szala goryczy, zdobyliśmy się wreszcie na odwagę, by pomyśleć „PO CO?”…ja w tym jestem, tkwię, wytrzymuję, meczę się. Tak sformułowane pytanie otworzyło nam nową perspektywę i uświadomiło, że chcę i muszę „COŚ” zmienić, żeby nie doświadczać poniżenia i bólu, żeby wreszcie zebrać się w kupę i „COŚ ze Sobą zrobić”…

Pytanie „PO CO?” prowadzi nas w kierunku rozwiązań, nowej perspektywy, nowych możliwości. I wcale nie chodzi tu o to, by zwinąć manatki i uciec od oprawcy, tylko zrozumieć, że ja sam/a miałem/am potrzebę doświadczania upokorzeń, bólu i lęku.

Prawdopodobnie Twoi rodzice też w ten sposób żyli, a Ty nieświadomie niosłeś/aś ich cierpienie, więc powtórzyłeś/aś ich wzorzec. Kiedy uświadomisz sobie tą powtórkę i uwikłanie, będziesz w stanie zakrzyknąć z całą mocą ̶ STOP! …i powstrzymać destrukcję.

Pytanie „PO CO?” pozwala nam się obudzić i doprowadzić nas do jednoznacznej odpowiedzi ̶ żeby zadbać o Siebie i nasze dzieci, żeby zmienić nasze relacje i funkcjonowanie, żeby poczuć, że żyję, że jestem wolną osobą, godną szacunku.

To pozwala wziąć nam pełną odpowiedzialność za Siebie. Takie myślenie pokazuje nam, że jesteśmy równi partnerowi/ce i dlatego nie ma potrzeby manifestowania zależności, podporządkowywania się czy walki. Sam fakt uświadomienia sobie tego, co Cię wiązało w niemocy i stagnacji, nazwanie tego czym to było (przemocą, zniewoleniem, opuszczeniem, brakiem szacunku, brakiem równowagi, itd.) powoduje, że z nieświadomego poziomu przeniosło się na poziom świadomy, a energia uzdrawiania i oczyszczenia została puszczona w ruch.

Teraz weź zeszyt 16 kartkowy i zapisuj:
PO CO mam się oczyszczać?
PO CO mam zacząć się kochać?
PO CO mam dbać o siebie, o harmonijne relacje z dziećmi?
PO CO mam żyć inaczej?

Odpowiedzi zaskoczą Cię swoją oczywistością i prostotą. Okaże się, że zobaczysz nowe opcje oraz możliwości i jak wędrowiec po długiej podróży zobaczysz jaśniejącą gwiazdę, która poprowadzi Cię do DOMU.

Z miłością Małgorzata Przygońska