|
Przeczytałam, że dr.Eric Pearl przyjeżdża po raz pierwszy do Szwecji. Kim jest dr.Eric Pearl? Jego nazwisko umieszczono w towarzystwie takich sław świata ezoterycznego jak Deepak Chopra, Carolin Myss, Masaru Emoto i wszyscy przyjeżdżają wiosną! Dziesięć zdań o Ericu i o jego pracy – Reconnective Healing – wystarczyło, żeby moje serce zaczęło bić mocniej. Jakby nastąpiło rozpoznanie, przypomnienie. Moja dusza dawała tak wyraźne potwierdzenie tego, że nie mogło być żadnej wątpliwości. Książka po szwedzku miała ukazać się lada moment, nie wiedziałam jeszcze zbyt wiele. Dowiedziałam się, że są dwa stopnie kursu, cena za cztery i pół dnia zaskakująco wysoka, ale i tak mnie to nie powstrzymało. Decyzja zapadła.
Zaczęłam szukać informacji w internecie i okazało się, że jest ich całkiem sporo. Eric był już w 60 krajach, a książka „The Reconnection” – „Uzdrów siebie i uzdrów innych” (w wolnym tłumaczeniu) została już przetłumaczona na 28 języków. Znalazłam w internecie wywiad z Pearlem przeprowadzony w amerykańskiej telewizji. Zobaczyłam, co dzieje sie gdy przywoluje wibracje (wibracje, ktore przyszly na Ziemie przez niego po raz pierwszy). Widziałam uzdrowienia na poziomie fizycznym, które inni mogli zobaczyć i których mogli sami doświadczyć. Sceptycy mogą w tym momencie powiedzieć, że wszystko jest możliwe przed kamerami, ale ja nie jestem sceptykiem, ani „logikiem” potrzebującym wszystko zrozumieć, ponieważ od wielu lat zbieram doświadczenia pochodzące z używania moich rąk i otwarcia mojego serca, pomagając moim znajomym, przyjaciołom i rodzinie.
Ta metoda różni się jednak od bioenergioterapii. Nie przykłada się rąk, a mimo to odczucie wibracji pojawia się u każdego, nawet najbardziej niedowierzającego i krytycznie nastawionego. Mało tego – odczucia wzrastają wraz z odległością, co zaprzecza prawom fizyki związanym z energią.
W końcu doczekałam się na książkę, chciałam ją przeczytać jeszcze przed pójściem na kurs.
W pierwszych zdaniach Eric pisze: „Poczujesz wibracje, kiedy zaczniesz czytać, ponieważ już Twój wybór przeczytania tej książki przywołał wibracje do Ciebie”. Odłożyłam książkę i leżałam w bezruchu, obserwując wszystko to, co się dzieje w moim ciele. I nagle – czy to prawda? Nie mogłam uwierzyć, że to już się dzieje, łzy radości popłynęły po moich policzkach, nie chciałam przerwać tego stanu bycia. Najbardziej reagował mój brzuch, z którym miałam problemy od dłuższego czasu. Wszystko w nim się poruszało, przepływało, i nagle poczułam lekkość i jakby wklęsanie – jakby cały mój brzuch się zmniejszał.
Nie mogłam się doczekać kursu. W międzyczasie zadzwoniłam do moich przyjaciół z Polski. Podniecona tłumaczyłam im, trochę nieskładnie: „Musicie przetłumaczyć tę książkę!”, choć zupełnie nie miałam jeszcze pojęcia, jak się to wszystko przeprowadza.
W końcu pierwszy dzień kursu. Piątkowe wieczorne spotkanie – odczyt Erica. Na sali 700 osób. Skąd to zainteresowanie? Książka wyszła zaledwie przed miesiącem. Przyjechali nawet nasi sąsiedzi z Danii
i Norwegii. Wprowadzenie – już o tym czytałam, jak to się przydarzyło Ericowi, ale cudownie się tego słuchało, z jego dowcipnymi dopowiedzeniami. Potem demonstracje działania wibracji i czas na zadawanie pytań.
Następne dwa dni to kurs, jak zostać uzdrowicielem rekonektywnym. Tym razem jest nas dokładnie
375 osób. Po wspólnej dla wszystkich części pracujemy w grupach z nauczycielami i asystentami. Mamy do dyspozycji stoły do masażu, jeden na trzy osoby. I obserwujemy pierwsze cuda wydarzające się
z naszym udziałem.
Kolejne dwa dni to uczenie się podłączania – the Reconnection. Aby nie być już dłużej odseparowanym, aby stać się jednością ze swoim prawdziwym Ja, aby te wibracje energii, światła i informacji dokonały transformacji, stworzyły balans i równowagę we wszystkich ciałach, a co za tym idzie ich uzdrowienie
i integrację.
Kurs ukończyłam w środę, a już w czwartek moja przyjaciółka, która jest lekarzem od 35 lat, leżała na stole do masażu i przeżywała swoje pierwsze spotkanie z wibracjami The Reconnection. Po sesji opowiadała o swoich przeżyciach ze łzami w oczach, a już na drugi dzień przyszła na pierwszą sesję podłączenia.
Sama byłam jak w euforii, zaprosiłam moją sąsiadkę, starszą osobę, i obserwowałam, jak jej ciało daje mi potwierdzenie, że pracuję w odpowiednich miejscach. Wiedziałam wprawdzie o tym, bo moje dłonie były jak skaner, odbierający wszystkie sygnały z jej ciała.
Potem przyszedł czas na uzdrowienia na odległość, na które z ochotą zgodzili się moi przyjaciele. Ich opowiadania o swoich odczuciach zachwyciły mnie jeszcze bardziej i ... Zdecydowaliśmy wspólnie, że przyjadę do Polski, żeby ich podłączyć, czego nie można robić na odległość.
Każdy podłączony jest jak latarnia morska, w pełni zintegrowany z wibracją wpływa na wszystkich wkoło tylko swoim byciem.
Poczułam, że mój rodzinny kraj też potrzebuje latarni morskich, aby wznosić swoją świadomość
i radosne wzrastanie, póki Eric tu nie zagości. Mam co tu robić, zanim książka zostanie wydana. Zaangażowaliśmy się wspólnie w jeszcze jedną możliwość przebudzenia się do naszej prawdziwej istoty i do naszego duchowego wzrastania.
O szczegółach można przeczytać na stronie www.zwiazki.com.pl
Jeśli chodzi o odczucia w czasie sesji, są one bardzo indywidualne. Podam parę przykładów: mrowienie, gorąco, zimno, widzenie kolorów, odczucie dotyku, zapachów, dźwięków, ciężkości, wznoszenia się. Po sesji uczucia radości, lekkości, szczęśliwości.
Pamiętajcie, że uzyskujemy równowagę i harmonię, i że jedynie w takim ciele może nastąpić proces uzdrowienia!
Można przyjść na sesję z konkretną intencją uzdrowienia, a uzdrowienie może nastąpić natychmiast lub po jakimś czasie. Pamiętajcie, że proces nie kończy się w momencie zejścia ze stołu, lecz trwa czasami jeszcze wiele dni. Nikt z nas nie wie, jaki jest zamysł i działanie wyższej inteligencji, nie porywajmy się więc na zgadywanie, tłumaczenie – przyjmijmy po prostu wszystko z wdzięcznością. I podejdźmy do tego z całą swoją radością i niewinnością małego dziecka. Bo tak jak Eric mówi – uzdrawianie się dzieje
i najlepiej nie mieć żadnych oczekiwań, a po prostu zaufać i pozwolić.
Każde „niewiedzenie” jest otwartymi drzwiami do większych doświadczeń, używajmy więc ulubionego zdania Erica: „NIE WIEM!”
Halina Łucka
|