Opinie o warsztatach. Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: Małgorzata Przygońska   

    


Kochana  Małgosiu                                                                                            7.05.2010r.  

Proces wychodzenia ze skorupy zaczął się nieodzownie i nic już nie jest w stanie go zatrzymać. To dobrze. Już wcześniej pukałam w tę skorupkę to tu, to tam, ale dopiero Twoje warsztaty "CUD MIŁOŚCI" pomogły mi nabrać siły i wiary, że mogę to zrobić i to SAMA. Bo wcześniej to tak jakoś myślałam, że ktoś musi mi pomóc, ktoś mądrzejszy, bardziej oświecony, jakaś cudowna metoda, itd. Wiele jeszcze pracy przede mną, ale cieszę się i uśmiecham teraz i w przyszłość. I dziękuje. Tobie dziękuję. Sobie dziękuję. Dziękuję Opatrzności.

W załączniku Moja nowa historia - to taka moja nowa historia duchowa.
Myślę, że jest też podwaliną dla mojej nowej historii w kwestii mojego materialnego istnienia.
Nie wiem na razie czy pisać scenariusz swojego przyszłego życia z konkretami
 - mam raczej potrzebę otworzenia się na to co będzie z wiarą, że będzie dobrze, cudownie, pięknie.
 Ale wiesz co, teraz wpadł mi jeden pomysł - to jeszcze nie koniec z moją nowa historia :-)

Pozdrawiam słonecznie, mimo, że zachmurzenie za oknem :-)))
Agata  

Kochana Agato!

Raduje się moje serce, gdy to czytam. Twoja nowa historia jest przepiękna i taka dokładnie
taka jak jej opis będzie Twoje życie.

Błogosławię Cię wypełnieniem jej miłością . Małgosia

Ps. Twoja otwartość uruchomiła również nowy pomysł dla nas obu.


Cud Miłości 10-13.04.2010r.

Warsztaty pozwoliły mi spojrzeć na związki z szerszej duchowej perspektywy i zrozumieć, że żaden z nich nie był kwestią przypadku i służył mojemu rozwojowi. Czuję, że pozbyłem się wielu ograniczeń, blokad i wzorców, dzięki czemu jestem gotowy na dojrzały i oparty na miłości związek.

Mirek


Mirku!

Dziękuję Ci za wniesienie swej męskiej energii do grupy. Z radością uczestniczyłam w Twojej przemianie. Małgosia



Małgosiu !                                                                                                         24.04.2010r.

Z całego Serca dziękuję Ci za wspaniałe warsztaty pt.,,Cud Miłości'', które odbyły się w przepięknym miejscu pn.,,Łosiowisko'' w dn.10 -13.04.10.Jestem pod wrażeniem Twojej mądrości, otwartości i wrażliwości. Pomogłaś mi lepiej zrozumieć samą siebie. Myślę, że zrobiłam na tych warsztatach duży krok do przodu...Odczuwam głęboko CUD PRZEMIENIENIA...! Dziękuję Stwórcy, że przyciągnął mnie do takiej ,,pracy'' nad sobą. Odczuwam także dużą wdzięczność dla grupy, która była dla mnie wsparciem i zrozumieniem.

Dziękuję Agacie, Ani, Grażynie, Iwonie, Marioli i Mirkowi, a także sobie za odwagę i wybaczenie!....To dopiero początek tej nowej Drogi, więc na pewno wrócę na Twoje warsztaty do Łosiowiska, które odtąd pozostają w moim sercu.

Dziękuję Opatrzności i Wszystkim Istotom Miłości i Światła.

Danka.

Danusiu!

Ja też dziękuję Tobie, Istotom Światła i Miłości z całego serca. Małgosia


Cud Miłości                                                                                                        24.04.2010r.

Warsztat, w którym miałam przyjemność i szczęście wziąć udział. Cud Miłości dział się w trakcie tego warsztatu każdego dnia, aż odczułam i zrozumiałam, że Cud Miłości to rzeczywistość.

Agata

Agato!

To piękne co napisałaś, niech Cud Miłości trwa. Z miłością Małgosia



Witaj Małgosiu!                                                                                                   20.04 2010r.


Przede wszystkim DZIĘKUJĘ, że poznałam Ciebie! Wiedziałam, że te warsztaty będą dla mnie ważne! I tak było! Po powrocie czułam się tak jakbym wróciła z innej planety...Wczoraj nie byłam w stanie wyjść z łóżka, miałam napady zimna i ciepła na przemian...Wymiotowałam, "bez logicznego powodu"...Wyciągnęłam kartę Anioła Stróża... myślę, że to, co działo się ze mną było formą oczyszczania się... Tak czuję.

Małgosiu, niechaj Ci się dobrze wiedzie!
Uściski
Marzena


Marzenko!

Taka reakcja jest zapewne oczyszczaniem, a energie jeszcze pracują. Serdecznie Cię pozdrawiam.
Zobaczysz jak wspaniale będziesz się czuła, gdy to minie. Z miłością Małgosia


                                                                                                                                                                   

PRAWDA NAPRAWI WSZELKIE BŁĘDY W MYM UMYŚLE                                                                                                                                                                                                                                   Warszawa 19.04.2010


Kurs Cudów mówi :
"Prawda nie może nadejść, a potem odejść, nie może się przemieszczać, ani zmieniać, teraz ukrywać się w tym, a potem w tamtym, unikając schwytania i w końcu uciekając przed nim. Ona się nie ukrywa. Pozostaje w pełnym świetle i jest w sposób oczywisty dostępna. Jest absolutnie niemożliwe , by ktoś naprawdę jej szukał i nie znalazł"

Warsztaty w Borach Tucholskich Cud Miłości i Cud Tworzenia - Vedic Art


Warsztaty z innej perspektywy, tym bardziej głębokie i piękne. Czas dla mnie bardzo istotny, potwierdzający moją przemianę i miejsce, w którym teraz się znajduję, najpiękniejsze miejsce w moim świadomym życiu. Pewność, że jestem w zgodzie ze sobą, tak poukładana jak jeszcze nigdy nie byłam. Ważna dla siebie i zdystansowana od problemów, które nie są moje. Jak ważne jest źródło problemów i jak często stawiałam je tam gdzie ich nie było, uciekając tym samym od tego co istotne i ważne. Poszukując siebie, miałam obawy, że to co zobaczę wcale mnie nie ucieszy, teraz mogę z odpowiedzialnością przyznać, że spotkanie siebie to pozytywne doświadczenie. Warsztaty pozwoliły mi spojrzeć na siebie z innego punktu, przestać się ukrywać i dać możliwość innym zaakceptować mnie taką jaka jestem naprawdę, przyczyniły się do zrozumienia tego co już dla siebie zrobiłam i usystematyzować moją pozycję w życiu. Po raz drugi połączyłam Cud miłości z Vedic Art , nie umiem tak naprawdę zdefiniować , który z tych warsztatów był bardziej istotny, może właśnie połączenie dało tak pełny i głęboki wyraz mnie samej. Doceniam pracę w grupie za co dziękuję uczestnikom tych warsztatów i Tobie Małgosiu.

Z wdzięcznością Ania.


Aniu!

Moje serce się raduje, a prawda świętuje. Z miłością Małgosia


Małgosiu !                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Łódź 14.12.2009r. 


Czuję się świetnie po warsztatach. Czuję, że "nawiązałam kontakt" ze sobą, z duchową częścią mnie. Czuję dużo spokoju i pozwalam sobie na bycie szczęśliwą. Wreszcie w praktyce korzystam z wiedzy przekazanej przez Ciebie i zawartej w mądrych książkach.

namaste

Ewa

Witaj Małgosiu!                                                                                                             Warszawa 15.12.2009r.


Chcę Tobie podziękować za udział w warsztatach. Jestem cały czas pod wrażeniem tego, czego się dowiedziałam, nauczyłam i doświadczyłam. Udział w warsztatach skłonił mnie do przemyśleń na temat mojego związku. Krzysztof, mój mąż napisał do mnie smsa z zapytaniem, "jak się czuje po terapii", odpowiedziałam, że znalazłam się w odpowiednim czasie we właściwym miejscu. Wspomagam Go w Jego terapii jak potrafię najlepiej, bo moje myślenie jest już zupełnie inne, jakie było przed terapią. Wcześniej miałam jeszcze odruchy złości i agresji w sobie, teraz już tego nie czuję. Jestem spokojna i zrównoważona, aż "boję" się spotkać z rodziną w święta, bo będę musiała słuchać bezsensownych dyskusji sporów, ale poradzę sobie. Ustawienia rodzinne, wyszły tak jak się spodziewałam, ale pozostawiam czasowi rozwój wydarzeń. Wierzę, że moje pozytywne myślenie znajdzie rozwiązanie.

Pozdrawiam z miłością .Roma                                                                                                                                                                                                                                                                                                                   Warszawa 8.12.2009r.

Mój cud wolności

Dziś

czuję się wolna, odcięłam się od przeszłości, przestałam drążyć, dochodzić, zastanawiać się .Wybaczyłam zaakceptowałam, nie czuję żalu, nie oceniam i nie obwiniam innych i siebie samej. Nie krytykuję, bo już wiem, że krytyczne nastawienie ma związek ze złością, którą mamy w sobie, bądź na samych siebie. Nie oskarżam, nie mam poczucia winy i nie obwiniam innych. Pozbyłam się negatywizmu, wyciągam ze wszystkiego co się dzieje, doświadczenia dla siebie i wierzę, że coś dobrego z tego wyniknie. Wybieram dobre myśli ,nie topię się w nawyku pesymistycznego widzenia własnego życia .Przebaczyłam.. ,sobie przede wszystkim co jest dużym krokiem do mojej wolności. Nie oczekuję co oddala mnie od rozczarowań , akceptuję siebie i sytuację ,która jest .Działam ..,na ile czuję, wiem, że moje pozytywne myśli zmieniają moje życie ,pozwalają mi się zmienić i rozwijać. Z pokorą przyjmuję i akceptuję moją sytuację życiową , nic mnie dzisiaj nie przeraża i niczym się nie straszę. Jestem spokojna , pozbyłam się złości i agresji, słucham swojej intuicji i czuję ,że życie mnie wspiera choć jeszcze dziś niewiele się  zmieniło .Ja sama na pewno się zmieniłam, zmieniły się moje myśli ,uspokoiły się, zniknął brak wiary i skupienie całej mojej uwagi na braku, uważnie słucham czego potrzebuję ,a nie czego nie mam. Mam do siebie większy szacunek, nie chcę upodabniać się do kogokolwiek, nie zazdroszczę ,nie porównuję ,nie osądzam. Uczę się słuchać i widzieć, żyć teraz, a z przeszłości wyciągać tylko to co dla mnie dobre, traktować każdy dzień jak wyjątkowy dzień w  moim życiu. Strach i ograniczenia powstają w moim umyśle, dziś mam siłę i przestałam się trykać z życiem jak ze ścianą, bo i tak nic tym nie zyskałam .Podjęłam wiele nowych decyzji, zaufałam sobie i stworzyłam własne poczucie bezpieczeństwa. Teraz jestem na etapie porządkowania tego wszystkiego i wiem, że jak to się poukłada będę jeszcze dalej na drodze do mojej zmiany .Życie było zbyt proste, więc mocno starałam się je skomplikować, bo sobie nie wierzyłam i sobie nie zaufałam. Umiałam żyć w poczuciu winy, kary i wzbudzania niezdrowego współczucia, a może litości. Teraz uczę się pokochać samą siebie ,bo wiem, że to da mi szansę, żeby kochali mnie inni i nie mam już potrzeby zasługiwać na niczyją miłość .Uczę się, żyć i dobrze czuć się sama ze sobą, a mój wieloletni związek, który niedawno się zakończył postrzegać nie jako życiową porażkę, ale jak wielką naukę i życiową przygodę. Z moim partnerem utrzymuję bardzo dobre relacje i przekazujemy sobie pozytywną energię ,co dla mnie jest bezpiecznym i pozytywnym faktem. /Wszyscy cierpią i często swoim zachowaniem ranią innych, do przesady czasami broniąc swoich granic. Wtedy każda pomocna dłoń wyciągnięta w Twoim kierunku wydaje się atakować./  Dziś kocham życie i wiem, że tak zostanie .Czekam teraz na następny etap ....żeby wszystko co napisałam nie było formą przyswajania i rozumienia tylko naturalnej świadomości ,a może nieświadomości?.

Dziękuję Ci za wskazanie drogi Ania

Cudowna Aniu!

Twój  cud wolności, jest piękny.
Na prawdę głęboko do tego podeszłaś i to już przynosi rezultaty w postaci spokoju radości, akceptacji siebie i równowagi.
Teraz czas na namalowanie wolności, reszta przyjdzie sama.

Z miłością, bez oczekiwań
Małgosia



                                                                                                                                               5.09.2009r

Witajcie!

Chciałam Wam raz jeszcze podziękować, Tobie Jacku i Małgosiu za warsztaty w Kopańcu -,które były dla mnie niezwykle inspirujące i uzdrawiające. Dziękuję z całego serca. Pamiętacie jak mówiłam, że przygotowałam 8 projektów dla klienta i żaden nie zdobył jego uznania. Po warsztatach przygotowałam 1 i klient był bardzo zadowolony. Po drobnych korektach będziemy kleić jego 10 aut - czyli Vedic Art w działaniu - po prostu bezcenne : )

Raz jeszcze bardzo dziękuję i pozdrawiam
Agnieszka

Agnieszko! Cieszymy się z Tobą. Małgosia i Jacek


                                                                                                                                                  26.05.2009r


Kochana Małgorzato,

Ten list powstawał krok po kroku, po warsztatach "Cud świadomych związków" tak jak ja powracałam do rzeczywistości. Choć po powrocie okazało się, że to zupełnie inna niż wcześniej rzeczywistość. Tak jakby wcześniejsze przekonania, oceny zostały tam gdzie ich miejsce - w przeszłości, a teraz, dziś, każdego dnia odkrywam kolejne części, cudowne części mojej nowej tożsamości.

Jestem wdzięczna sobie, że wyszłam swojemu życiu na spotkanie. Jestem wdzięczna mojej siostrze, która powiedziała właśnie mnie o tych warsztatach. Czuję wdzięczność do Boga za to, że spotkałam Ciebie Małgosiu. Jestem wdzięczna, że było mi dane spędzić te dwa dni w takim, a nie innym gronie wartościowych ludzi.

Zatraciłam poczucie czasu podczas tego weekendu i to było wspaniałe.

Po raz pierwszy w życiu w sobotę 23 maja zasnęłam przytulając samą siebie, przytulając moje światełko, moje wyższe ja.

Teraz rozsmakowuję się w tym cudzie.

Dziś, w dniu matki stał się kolejny cud. Po raz pierwszy w życiu powiedziałam (nie napisałam) mojej Mamie, że ją kocham.

A wczoraj wieczorem spaliłam moje rysunki z warsztatów. Blaszana foremka, w której spłonęły miała potem brązową plamę. Szorowałam i niewiele schodziło. Dopiero wrzątek pomógł. Z uśmiechem, przytulając samą siebie poszłam spać.

Dziś nagle przypomniało mi się, że jest jeszcze kilka skrawków przeszłości, które mam w pobliżu. Zdjęcia wywiozłam już jakiś czas temu do domu rodzinnego. Wydawało mi się, że jestem oczyszczona, ale na dnie szuflady z bielizną leżały sobie (nie noszone!) dwie satynowe koszule nocne. Chwyciłam nożyczki :-)

Uświadomiłam sobie, że czasem sprzątamy naszą duszę zbyt ostrożnie. Dlatego wiem, że z radością przyjdę na warsztaty "Cud wolności".

Jeszcze sporo pracy przede mną, ale już widzę urok i piękno tej świadomości, wolności, tego cudu... Jak wracałam z warsztatów, nie pamiętałam gdzie mam zaparkowany samochód, dłuższą chwilę zajęło mi przypomnienie sobie kodu do mieszkania :-)

Wtedy gdy tak czuję, uśmiecham się do obcych ludzi, a jak zaczynam siebie sztorcować albo zastanawiać się co pomyślą inni, strzelam sobie gumeczką w nadgarstek! i to jest piękne!

Spory tuman kurzu u mnie to przeróżne oczekiwania. Stopniowo zamieniam je w nadzieję, w inspirację, w modlitwę...
Są momenty, kiedy idę ulicą i czuję jakbym płynęła. Czuję, że wszystko ma sens. Rodzina, w której jestem.

Wysysacze energii, choroba brata.

To wszystko ma swój cel. Jeszcze nie do końca to rozumiem, ale wiem, że to tylko kwestia czasu.
Akceptuję moje otoczenie, uczę się nie tylko dawać energię, ale i brać.

Nie potrzebowałam czekać z napisaniem tego listu, bo to już teraz, tu i teraz dzieją się moje cuda.
Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.

Pozwalam Wszechświatowi działać, a jednocześnie wiem, jak wiele zależy tylko ode mnie, tylko od tego, że jestem.

Karolina

Karolino!

Dziękuję Ci za tę piękną relację i głębokie przemyślenia. Szczególnie się cieszę z Twojego wyznania dla mamy. Niech Twoje słowa  płyną  wraz z moimi KOCHAM CIĘ MAMO.

Do miłego zobaczenia. Małgosia


                                                                                                                                                              25.04.2009r.

Małgosiu!

Słowo się rzekło wiec piszę.

Chciałam się podzielić z Tobą moimi spostrzeżeniami, które pojawiły mi się od czasu naszego pierwszego spotkania, czyli od warsztatów o związkach (Luty 2009r).

W tym roku na mojej mapie marzeń najwięcej miejsca zajmują obrazki dotyczące relacji (wszelkich). I związków i pewnie m.in. dlatego poznałam Ciebie. Oczywiście Wszechświat dostraja się do moich myśli i wciąż wydarzają się sytuacje, które uświadamiają mi powody, dla których jest jak jest.

Podczas warsztatów już coś we mnie zarezonowało, a teraz jestem na etapie, że mam jasność co z tym wszystkim chodzi. Tak mnie olśniło ostatnio. Dotychczas myślałam, że przyciągam do siebie niedostępnych emocjonalnie mężczyzn, bo mój ojciec taki był. Teraz wiem, że to się odbywa na zasadzie: podobne przyciąga podobne... Jest to dla mnie odkrycie, gdyż przez większość czasu uważałam się za osobę bardzo otwartą, zwłaszcza na miłość, ale po ostatnich weryfikacjach doszłam do wniosku, że jestem w błędzie. Moje przekonania wydawały mi się inne, bo nie rozumiałam tego co m.in. tłumaczyłaś na warsztatach o tym, że każdy człowiek jest dla nas lustrem. To było dla mnie niby jasne i to już wiedziałam, jednak okazało się, że nie do końca rozumiałam tę zasadę... Przykładowo nie mogłam pojąć jakim lustrem ma być dla mnie wiecznie wrzeszcząca i uzależniona od złości osoba, skoro ja reaguję w zupełnie inny sposób na te samą sytuację? No, ale skoro zasada jest taka, że to co Cię wkurza u innych najbardziej, jest właśnie tym co masz u siebie do naprawy to wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Teraz wreszcie pojęłam o co tu chodzi po prostu istnieją dwa bieguny tego samego problemu.... Próbowałaś mi to wyjaśnić, ale wtedy nie rozumiałam Twoich słów.

Teraz rozumiem. Ja nie wrzeszczę, bo mam inny sposób na wyrażanie emocji, jednak przyczyna jest taka sama, różni się tylko formą, ale to cały czas jest ten sam problem!

To samo jest z mężczyznami. Tak na prawdę uciekam przed uczuciami, dlatego przyciągam niedostępnych emocjonalnie mężczyzn i pukam do niewłaściwych drzwi oczekując, że człowiek z takimi samymi deficytami jak ja będzie w stanie dać mi coś czego sam oczekuje....

Oboje mamy puste ręce, a jeszcze nikomu nie udała się taka sztuka, by z pustego nalać.

Skoro to wiem to teraz muszę zmienić te wzorce myślowe, by zacząć przyciągać związki oparte na prawdziwych uczuciach.

Ściskam Cie mocno.

Alina

Gratuluję odkryć i jasności zagadnienia. Zrób więc kolejny krok jeśli chcesz, do niczego się nie zmuszaj.
Nasunęła mi się taka uwaga, kiedy przeczytałam, że coś musisz zrobić. POMYŚLNOŚCI - idzie Ci doskonale.

Z miłością Małgosia


                                                                                                                                                              23.04.2009r.

Kochana Małgosiu!

Od momentu kiedy całkowicie pokochałam siebie i innych moje życie nabrało BARW :))Pragnę sie podzielić z Tobą niesamowitą historią :),dwa tygodnie temu była u mnie klientka na zabiegu pielęgnacyjnym, nota bene pani notariusz, u której planowałam spisać akt notarialny. Po jej wizycie w trakcie sprzątania mojego gabinetu zauważyłam pod krzesłem broszkę hmmmmm...pomyślałam  należy do Pani Violetty zapewne - ..wiec ją schowałam i postanowiłam oddać jej w dniu spisania aktu notarialnego czyli dziś. Wchodzę do kancelarii, a pani Violetta: p. Aniu czy nie zgubiłam u pani swojej broszki?? A ja na to z uśmiechem na twarzy - TAK :) mam ją - oto ona. Małgosiu, a P. Violetta na to: W takim razie pani Aniu ZWALNIAM PANIĄ Z WSZYSTKICH OPŁAT NOTARIALNYCH!!!! To bardzo cenna rzecz dla mnie, łącze z nią wiele miłych wspomnień pani Aniu. Dziękuje pani :))serdecznie!!!! Cieszyła sie jak dziecko i ja też ..że oddałam zgubę. Małgosiu i w tan sposób 1090zł. Zostało mi podarowane, jestem w szoku!!!!  Jestem mile zaskoczona!!!! Nie spodziewałam się.. Zamknęłam oczy i usłyszałam w myślach CUD - Moje Ciało Duszę i Umysł ogarnął dobrostan!!!!! Boże DZIĘKUJE CI, mam dreszcze i ciarki, łzy napłynęły mi do oczu ze wzruszenia, niewyrażalne doznanie..pomyślałam od razu o Tobie, o tym co nam tłumaczyłaś na warsztatach..że dobro sie rozrasta, że powraca szczerze. Jeśli człowiek wierzy ..idzie prostą drogą, drogą prawdy. Jestem taka szczęśliwa :) bardzo, bardzo i mile zaskoczona. Dziękuję Bogu, Moim Aniołom i Tobie ze JESTEŚ
Z miłością Ania :)

ps. Pisząc do Ciebie właśnie  ten list i przeżywając dzisiejszy dzień jeszcze raz .. ktoś puka do drzwi ..otwieram i patrzę ..to mój były mąż, który obiecał, że w tą sobotę założy mam rolety w oknach - po kosztach, bez marży :) - sam zaproponował:))...Hmmmm.....:)))))!!!!!


Kochana Aniu!

Z radością otrzymuję od Ciebie te wspaniałe wiadomości i przesyłam dalej. Z miłością Małgosia


                                                                                                                                                              14.04.2009r.

Witaj Małgosiu,

Link do Twojej strony dostałam od znajomego.

Jesienią zeszłego roku, według mnie, znalazłam się na tak zwanym dnie, wiedziałam, że muszę zmienić swoje życie, tylko nie wiedziałam jak. Czytałam, miałam mnóstwo przemyśleń, dzięki linkowi do Twojej strony próbowałam przebaczyć wszystkim (napisałam "próbowałam" bo dzisiaj wiem, że robiłam to niewłaściwie), zapomniałam o sobie. Zapomniałam, że muszę zacząć przebaczanie od siebie. Decyzję o uczestniczeniu w warsztatach "Cud Świadomych Związków" podjęłam w nocy z piątku na sobotę. Poczułam, że muszę wziąć w nich udział, zrobiłam sobie "wagary" z zawodowego kursu. Czułam, że błądzę, krążę wokół tematu, a nie dotykam sedna. I miałam dobre wrażenie. Twoje warsztaty to właśnie to czego mi brakowało. Zrozumiałam co to znaczy przebaczyć, co to znaczy zaakceptować siebie, otworzyć się na miłość. A jednocześnie utwierdziłam się, że weszłam na właściwą ścieżkę własnego rozwoju. Na Twoje warsztaty powinnam była trafić jesienią zeszłego roku. Ale .. nic nie dzieje się bez przyczyny, czyli tak miało być. Dziękuję za Twoją dobra energię, za Twój szczery uśmiech, za zrozumienie słowa CUD. Każdy kto chce zmienić swoje życie na lepsze powinien zacząć od Twoich warsztatów, zaoszczędzi sobie czas i energię na kluczenie wokół sedna. To było moje pierwsze spotkanie z Tobą, ale na pewno nie ostatnie. Jeszcze wiele mam do zrobienia.

Pozdrawiam
Małgosia


                                                                                                                                                                7.04.2009r.

Kochana Małgosiu,

Dziękuję Ci za piękny list o wybaczaniu i odpuszczeniu - przeczytałam go właśnie dopiero teraz. Na warsztatach wyciągnęłam kartę PRZEBACZENIE. Dziś w nocy obudziła mnie nagle myśl, że jeszcze jest ktoś, kto prosi o przebaczenie, czyli... moja była teściowa. Przerobiłam więc z nią temat przebaczania natychmiast, o 4 w nocy. Poczułam ogromną ulgę, spokój i błogostan jakiego nigdy wcześniej nie odczuwałam. Potem zasnęłam jak dziecko.

Odwiedził mnie dzisiaj też przyjaciel - (zapytał czy możemy się spotkać?), hmmmm....  przerabiałam go na warsztatach,...jego zachowanie w stosunku do mnie zmieniło się o 180 stopni :))!!! był łagodny, bardziej otwarty, spokojny. Pomógł mi przygotować posiłek z własnej woli:)) i zrobiliśmy go RAZEM !!:))?? ;) Wyobraź sobie Małgosiu, że naostrzył mi nawet noże w kuchni :)) Cały dzień byliśmy w dobrym troskliwym kontakcie .. dziś, (dwa dni po zajęciach i uświadomieniu sobie tego co do nas mówiłaś), to zupełnie INNY CZŁOWIEK !!....ooooo, pomyślałam sobie, że przebaczenie, odpuszczenie znów działa.

Małgosiu, wiem w głębi duszy, że to nie koniec CUDÓW. Dziękuję Ci jeszcze raz za wspaniałe warsztaty, po których czuję się całkowicie odmieniona duchowo, oczyszczona, spokojna, wolna. („-a zawsze chciałam być zajęta.."). Czuję się świadoma i przytomna.

Małgosiu, pozdrawiam wszystkich, którzy być może też czytają ten list.

Błogosławię Was Miłością. Ania.


Aniu!

To fantastyczne. Bardzo się cieszę, że kolejny raz doświadczasz rezultatów swojej pracy i to tak szybko! To właśnie były zajęcia o cudzie uświadomienia, odpuszczenia i całkowitej akceptacji siebie, innych i wszystkich zdarzeń, które wykreowaliśmy w swoim życiu. Cuda dzieją się dla wszystkich, którzy się na nie otwierają. Ci, którzy chcą ich doświadczyć potrzebują tak jak Ty przebaczać natychmiast, gdy tylko sobie uświadomicie, że jeszcze „COŚ," „KTOŚ ", został pominięty w tym procesie.

Wybaczamy natychmiast po uświadomieniu sobie, że mamy do siebie lub kogoś żal, pretensje, albo, że on może je do nas mieć.
ZAWSZE zaczynamy przebaczanie, odpuszczanie od siebie. Pamiętajmy o formule:

Ja np. Ania wybaczam sobie całkowicie.................................................
Akceptuję, puszczam i odpuszczam raz na zawsze.

I dalszy ciąg procesu:

Ja Ania jestem wdzięczna Bogu, sobie i innym za......................................................................

Z miłością i wdzięcznością, za to, że podzieliłaś się z nami tymi wspaniałymi wiadomościami. Małgosia


                                                                                                                                                              20.03.2009r.

Droga Małgosiu!

Jestem uczestniczką Twoich lutowych warsztatów CUD ŚWIADOMYCH ZWIĄZKÓW oraz sesji odpinania wzorców. Obiecałam wówczas, że opiszę swoje odczucia. Celowo długo nie odpisywałam ponieważ musiałam sobie wszystko poukładać w głowie oraz sprawdzić się w różnych sytuacjach życiowych z którymi miałam problemy. Czytałam dużo relacji osób po podobnych doświadczeniach, oczywiście we wszystkie wierzę i jednocześnie zazdroszczę zmian jakie się dokonały w życiu tych osób. Niestety. U mnie się nic nie zmieniło; nadal jestem "niewidzialna" dla innych, nadal mam zablokowany nos, moja wiara w siebie niewiele się zwiększyła itd. jedyne co się zmieniło, to powróciły moje przebogate sny, które ostatnio osłabły. Oczywiście dalej pracuję sama ze sobą, tym razem ze swoimi myślami po przeczytaniu książki Esther i Jerry Hicks Prawo przyciągania.
Serdecznie pozdrawiam Marlena K.

Witaj Marlena!

Bardzo się cieszę, że się dzielisz swoimi odczuciami. Mimo nieodczuwalnych efektów zmiany musiały nastąpić.
Pozwól sobie i otwórz się na to, żebyś mogła je zobaczyć. Sny pokazują, że zmiana nastąpiła choćby na nieświadomym poziomie, a to spowoduje kolejne zmiany. Prawdopodobnie lękasz się je przejawić. W tej sytuacji proponuję, żebyś przeczytała odpowiedź dla innej czytelniczki o przebaczaniu i zrobiła to zgodnie z instrukcją.

Zmieniłam ją przed chwilą więc bądź uważna.

Poza tym zapraszam Cię na najbliższe warsztaty CUD WOLNOSCI i nieodpłatną sesję odpinania wzorców
(ten warsztat jest właśnie dla Ciebie zapoznaj się  dokładnie z tematyką).

Poza tym zamień zazdrość na wdzięczność, jak się zastanowisz znajdziesz powody ku temu.

Pamiętaj też o mapie świadomości. Zawsze musisz utrzymywać wysokie wibracje, wtedy Twoje wnętrze będzie się systematycznie zmieniać, a w ślad za tym świat, który Cię otacza.

Jak zwykle POMYŚLNOŚCI Ci życzę.

Z miłością Małgosia


                                                                                                                                                              18.01.2009r.

Kochana Małgosiu,                                                                                                    

Od warsztatów "Cud Wolności" minął już tydzień, a mnie nadal towarzyszą emocje i silne wspomnienia.

To było niesamowite spotkanie.

Na temat konstelacji słyszałam mnóstwo opinii, więcej tych sceptycznych, czułam małe obawy. Zachwyciła mnie ta metoda.

Najwięcej refleksji przyszło, kiedy poczułam całą sobą, co przeżywa ojciec, którego dziecko nie wie, kim on jest. Wiem teraz, jakie to jest dla mężczyzny trudne. Podjęłam już działania zmierzające do tego, by moja córka poznała swojego biologicznego ojca. Idziemy dziś razem do Oceanarium. To będzie pierwszy kroczek.

Dopiero po kilku dniach dotarło do mnie, że nieprzypadkowo tak sugestywnie weszłam w rolę ojca syna Ireny. Widziałam, że przeżywałaś to razem ze mną. I już "po" wzięłaś kilka bardzo głębokich oddechów. Dziękuję Ci za to wsparcie. Widząc, jak Ty oddychasz, ja też to zrobiłam i po tym, jak wyszłam z roli reprezentanta, fizyczne zmęczenie szybko ustąpiło. Uczuć i emocji nigdy nie zapomnę.

Niesamowite dla mnie było również ustawienie Asi, w którym byłam jej żyjącym bratem, a o którym ona nie miała pojęcia. Obserwowałam sobie spokojnie, co się dzieje, a wrażenie, że ja mam być w tym ustawieniu było coraz silniejsze. Zapytałam Agnieszkę, która siedziała blisko mnie, czy to możliwe, że ja powinnam dołączyć do tego ustawienia, a ona nie wiedziała co powiedzieć. Dlatego zapytałam Ciebie. I poszło...

Idąc za sugestią Kasi, która namierzyła w sklepie "Czary Mary" Twoje karty anielskie, też zamówiłam je dla siebie. Dzięki nim warsztaty z Tobą trwają nieprzerwanie!

We wtorek dowiedziałam się o terminie sprawy rozwodowej: 2 marca.

We środę mój szef zapowiedział mi telefonicznie, że planuje mnie zwolnić z pracy.

We czwartek przyszły pocztą karty i wyciągnęłam UWOLNIENIE.

Za dwa dni idę na basen bo zupełnie ustąpił lęk przed wodą.


Mimo burzliwego tygodnia mam spokój w sobie, spokój kierujący się ku radości i podnieceniu. Moi współpracownicy, wiedząc, że niedługo już popracuję, pytają: "Agnieszko, czy Ty się dobrze czujesz?" I za mnie wylewają rzewne łzy, dosłownie.

A ja czuję, że coś dobrego i ważnego dla mnie się wydarzy. Dam radę!

Czy ja jestem normalna???? :)

Mam teraz dobry czas (myślę o bieżącym tygodniu). Mąż wyjechał ze starszymi synami na narty, młodsze dzieci zawożę do dziadków. Szaleńczo ciągnie mnie do zrobienia natychmiastowych porządków i innych ważnych rzeczy. Jak mogę najskuteczniej opanować chęć zrobienia wszystkiego na raz? Wiem, że jestem TU i TERAZ i że dobrze jest dbać o swoje fizyczne ciało (wysypiać się i odżywiać). A mimo to zdarzyła mi się ostatnio nie do końca przespana noc.

Kocham Cię, Małgosiu, Mój Aniele.

Bardzo mocno ściskam.

Agnieszka


Witaj Agnieszko!

Bardzo się cieszę, z Twojej po warsztatowej relacji, bo rzeczywiście bardzo silnie reagowałaś podczas swojego ustawienia i wtedy gdy byłaś reprezentantem innych. Najważniejsze jest zaufanie do duszy, która nas prowadzi we właściwym, nie zawsze w pierwszej chwili zrozumiałym dla nas logicznym umysłem kierunku, ale właściwym z jej - Duszy - punktu duchowego widzenia. To spowodowało, że dołączyłaś jako „rodzeństwo" do cudzego ustawienia, co pozwoliło Ci zbliżyć się i poznać odczucia swoich własnych dzieci, jak również męża i partnera, którzy wiedząc o sobie nawzajem utrzymują tajemnicę z egoistycznych pobudek i wyimaginowanego, fałszywego dobra pozbawionego prawdy. Wiesz już, że prawda uzdrawia wszystkie poziomy naszego istnienia, więc to jedyny kierunek naszego rozwoju. Doświadczenie tego wszystkiego w prawdzie pozwoliło Ci na pójście zgodne z potrzebami Twojej duszy. I o to chodzi. Gratuluję Ci odwagi i determinacji w dążeniu do szczęścia dla siebie i Twojej rodziny.

Pozwól sobie jednak na wytchnienie. Wiesz już, że czas nie istnieje więc wszędzie zdążysz. Wrzuć na luz i pozwól sobie płynąć z prądem akceptując to co po drodze się wydarza. Jeśli nie pojawia się opór to znaczy, że wszystko jest ok. Jeśli pojawi się, potrzebujesz się zatrzymać, stanąć, pooddychać głęboko i zadać sobie pytanie czy ten kierunek, to tempo, ta decyzja jest dla mnie dobra. Twoja dusza wie co i komu musisz wybaczyć, żeby swobodnie zrobić kolejny krok. Kiedy w spokoju skontaktujesz się z nią zawsze otrzymasz odpowiedź.

Z miłością Małgosia



                                                                                                                                                       18 grudnia 2008r.

Relacja Magdaleny Mąki uczestniczki warsztatów CUD OBFITOŚCI

.

Artykuł publikowany w Wirtualnej Polsce.

Co stoi nam na przeszkodzie, co nas blokuje, jak się tego pozbyć, by wreszcie móc żyć pełną piersią, by cieszyć się życiem, bogactwem i obfitością każdego rodzaju -tego uczyli się uczestnicy warsztatów „Cud obfitości" w grudniowy weekend. Tuż przed świętami przyda się w sam razy, by zdążyć obdarzyć najbliższych drogimi podarkami od serca.

Czym jest obfitość - zaskakujące wnioski

Przez dwa dni uczestnicy warsztatu „Cud obfitości" spotkali się w jednej sali szkoleniowej, by zgłębić tajniki bogactwa. Gdy rozpoczął się warsztat nikt nie miał wątpliwości, uczestnicy przyszli tu po to, by mieć więcej pieniędzy w życiu. Prowadząca zadała bardzo proste pytanie uczestnikom „Czym jest obfitość?" - Życie w obfitości kojarzy mi się z wolnością - odpowiedziała Ela.- A mi kojarzy się z dobrobytem i szczęściem - dodała Iza. Padały różne odpowiedzi, że jest poczuciem szczęścia, wolności, harmonii, ale o dziwo, ani jedna osoba nie odpowiedziała „pieniędzmi". Pierwsze ćwiczenie i pierwszy szok. Ale okazało się, że obfitość to coś więcej niż dobra materialne, to raczej stan umysłu, stan samopoczucia.

Wszystko zaczyna się od myśli

- Tak naprawdę to czy czujemy się bogaci i czy uważamy, że żyjemy w obfitości, zależy od tego co myślimy - opowiada Małgosia Przygońska.

Tłumaczy, że dla jednego bogactwo to dom, dla drugiego podróże, ale tak naprawdę wszystko zależy od tego, czy sobie tak naprawdę na to pozwolimy. To, co nas hamuje, to nasze przekonania na nasz temat. Jeśli powiemy sobie „Nie stać mnie na to" albo „Nie zasługuję na to" nasza podświadomość zrobi wszystko, by tak się właśnie stało. Byśmy dostali od życia wielkie nic. Wszystko zmienia się wraz z myślą. Jeśli przerobimy stare zachowania i gdy następnym razem damy sobie pozwolenie na bogactwo zacznie ono do nas płynąć. Zdaniem, które warto powtarzać i uwierzyć w nie to „akceptacja". Akceptuję to, że zasługuję na wszystko co najlepsze. By wykryć te wewnętrzne „hamulce", uczestnicy mieli za zadanie napisać zdanie, w którym jak najgorzej o sobie myślą. Każdy z nas ma takie. - Ja uważam, że jestem bezwartościowy i leniwy - czyta ze swojej kartki Wojtek. - A ja uważam, że do niczego się nie nadaję - wtóruje mu Agnieszka. Prowadząca od razu prosi, by poszukać przeciwnego zdania. Wojtek pisze „Jestem wartościowy i inteligentny". Dlaczego inteligentny jest przeciwieństwem leniwy? - Tylko ludzie inteligentni mogą być leniwi. Spójrzcie na dyrektorów z najwyższego szczebla, oni tak się urządzili, że nie muszą „nic robić", a i tak dostają najwięcej pieniędzy - tłumaczy ze śmiechem Małgosia. Te zdania, w których o sobie myślimy jak najgorzej to właśnie te „hamulce", które nas trzymają w życiu i nie pozwalają żyć w pełni. Jeśli ktoś myśli o sobie „Jestem głupia" trudno oczekiwać, by daleko zaszedł. Chyba, że chorobliwa ambicja, każe jej przez całe życie udowadniać, że tak nie jest i takie osoby zdobywają kolejne tytuły, dyplomy, żeby tylko udowodnić, że tak nie jest. Ale nie o to przecież w życiu chodzi by cokolwiek udowadniać komuś czy sobie, ale o to by być szczęśliwym, tak po prostu.

Kto Cię zaprogramował, ten Cię trzyma

Kolejnym zadaniem jest przyjrzenie się ważnym decyzjom w życiu, jakie podejmowaliśmy i jaka była przy tym intencja. Okazuje się, że Jola podjęła studia takie, a nie inne, bo tata jej kazał. Marek z kolei ożenił się ze swoją żoną na złość matce. Małgosia tłumaczy, że złe intencje, decyzje podjęte z poziomu złości, czy chęci zadowolenia kogoś innego niż siebie prowadzą do nikąd.- Jeśli chcesz żyć w obfitości podejmuj wszystkie decyzje z poziomu miłości. Jeśli chcesz zmienić pracę na lepszą, wybierz taką, którą pokochasz, a wtedy będziesz pracować z przyjemnością i dochód będzie rósł - tłumaczy Małgosia. Najczęściej ludzie robią coś, by pokazać sąsiadom i innym ludziom, że są lepsi lub by zrobić na złość rodzicom jak np. Kasia, która mówiła w duchu do nich „chcecie, żebym była nieszczęśliwa to proszę bardzo". Tego odkrycia dokonała  na warsztatach. Można wprawdzie zbudować bogactwo, ale szczęścia może w tym zabraknąć. A przecież obfitość, to też szczęśliwe życie, a nie życie pełne rywalizacji i konkurencji.

Było też obowiązkowe odpinanie wzorów typu brak wiary, lęk przed zmianą, czy wzorzec uzależnień  - to były trzy najczęściej  powtarzające  się wzorce u uczestników warsztatów.- Jeśli ktoś nie wierzy, że może mu się udać, albo jeśli boi się zmian, no to na pewno takiej osobie będzie o wiele trudniej osiągnąć  dobro - mówi Małgosia.

Mapa marzeń i wszystko już masz!

Ostatnim etapem zdobywania obfitości w życiu była mapa marzeń. Odezwała się dziecięca radość i pojawiły się wypieki na policzkach. - Uwielbiam takie zabawy! - ekscytowała się Marzenka. Wydawało się że zadanie było bajecznie proste. Przejrzeć gazety i wyciąć z nich te rzeczy, które nam się podobają. Następnie przykleić je na grubym kartonie, bo później będziemy wieszać je u siebie w domach, ale w trakcie było jeszcze wiele dodatkowych informacji, jak np. wspieranie się zasadami fenghsui - Powieście je tak, by wzrok mógł padać na nie, gdy się przebudzicie. Patrzcie na waszą mapę marzeń i cieszcie się tym, jak wasze marzenia się spełniają! - pożyczyła wszystkim uczestnikom Małgosia. Ech, teraz to nic, tylko żyć w obfitości!


                                                                                                                                                              29.10.2008r.

Witaj Małgosiu,

Dziękuję za wiedzę, którą przekazałaś mi podczas warsztatów. Cud świadomych związków działa...

Pojawił się w moim życiu wspaniały mężczyzna, przy którym jest mi dobrze. Znamy się od dawna, ale jesteśmy ze sobą jeszcze krótko. Mimo to mam wrażenie że nie powiela moich poprzednich wzorców, a więc są odpięte skutecznie! Nie jestem skora do zakochiwania się od pierwszego wejrzenia bez pamięci, nie nastawiam się też na kontrolę nad sobą. Biorę wszystko intuicyjnie i wierzę głęboko w prawdziwe dojrzałe uczucie.

Dziękuję Ewa


                                                                                                                                                              28.10.2008r.

Witaj Małgosiu,


Z piątku na sobotę, przed warsztatami "Cud Wolności" miałam sen: "wstaję rano szykuję się i chcę wyjść na upragnione warsztaty, otwieram drzwi mieszkania, a tu czerwona ręka cofa mnie do pokoju, rozglądam się, a na ścianie wymalowana czerwona gruba linia, zamyka mnie w kręgu"
Wstałam zmęczona i pomyślałam, że może nie powinnam iść, może to jeszcze nie ten czas, na pewno ten sen coś znaczył, tylko co??? Wyszłam z domu. Jestem w szkole plastycznej, w której mieliśmy warsztaty "Cud świadomych związków", tłum młodzieży przed szkołą, czułam już że coś nie tak, wchodzę do szkoły, pytam...., oczywiście żadnych warsztatów nie ma (!), hmm, dzwonię do Ciebie, Twój telefon nie odpowiada (!!!).Ponieważ ostatnio mam "oczy szeroko otwarte" w tłumie młodzieży wypatrzyłam kobietę, która o coś zapytała i idzie dalej, zatrzymałam ją i zapytałam czy ona też na warsztaty, tak - odpowiedziała, uff, uśmiechnęłam się :-)), idziemy razem, w drodze dowiedziałam się, że ona na zupełnie inne warsztaty idzie, ale co tam, wiedziałam, że muszę dojść na Cud Wolności, i doszłam, otworzyłam drzwi, a Ty powiedziałaś CIESZE SIĘ, ŻE DOTARŁAŚ, zaraz dostałam kartę  WOLNOŚĆ!! :-):-)

Czasami trzeba całego życia, a czasami 34 lat żeby w końcu zacząć żyć, żeby cały dotychczasowy bagaż doświadczeń uporządkować, ZROZUMIEĆ, ZAAKCEPTOWAĆ, POKOCHAC SIEBIE.

Odkryłam w sobie wzorzec cierpienia, który przejęłam po mamie, a ona po swojej mamie. Całe życie czułam, że COŚ jest nie tak, nie wiedziałam tylko co. Ulżyło mi, kiedy dzięki Twoim warsztatom wszystko sobie uświadomiłam, podziękowałam, zaakceptowałam i pożegnałam, odpięłam wzorzec.

Czuję, że mam jeszcze jeden wzorzec do odpięcia. Chodzi o mnie i mojego ojca, który powiela wzorzec swoich rodziców (tak myślę). Ojciec nie miał kontaktu ze swoimi rodzicami ok. 10 lat - nie wiem z jakich przyczyn, Dziadkowie poznali mnie i moja siostrę dopiero jak miałyśmy 10 lat - nie poznałam ich nigdy dobrze. Historia powtarza sie teraz ze mną i moim ojcem. Moja córka ma 5 lat a mój ojciec nie widział jej ani razu. Od pięciu lat również nie rozmawiałam ze swoim ojcem. Na samą myśl, ze historia się powtarza ciarki mi przechodzą. Zastanawiam się co mogę zrobić, żeby to przerwać.
Mogę do niego zadzwonić i np. powiedzieć że chcę żeby poznał moja córkę. Myślisz że to dobry pomysł?

Uświadomiłam sobie, że życie ma głęboki sens. Bałam sie mieć dziecko, bo nie chciałam, żeby czuło się tak źle jak ja ..., ale Bóg dał mi dziecko, teraz wiem po co, żebym POKOCHAŁA SIEBIE.

Dziękuję!
Magdalena


                                                                                                                                                               7.10. 2008r.

Witaj Małgosiu

Dopiero dochodzę do siebie po warsztatach "Cud świadomych związków"- drugi dzień był tak intensywny i ruszył tyle tematów, że od półtora tygodnia uzdrawianie idzie i idzie i nie przestaje :) Pomagam sobie uzdrawianiem duchowym i muszę przyznać, że seanse są bardzo silne i owocne .Zrobiła się większa przestrzeń, zaskakują mnie różne pozytywne wydarzenia, zrobiłam sie spokojna, pewna siebie, dużo ułożyło się w głowie w tematach związków i oczekiwań.
Warsztaty tak mnie otworzyły, że przez pierwsze 2 dni razem z synkiem malowałam - ja, która do tej pory umiałam narysować ludka, który wyglądał jakby narysował go 5 latek. Namalowałam obraz, który bardzo lubię i który wygląda "prawie jak obraz Vedic Art". Dziękuję Ci za te cuda :)

Pozdrawiam serdecznie
Kasia

                                                                                                                                                              25.08.2008r.

Kochana Małgosiu,

Od wczoraj piszę do Ciebie ten list, w głowie układam słowa, konstruuję zdania, jednocześnie przyglądając się sobie, wglądając głęboko.

Terapeuci najróżniejszej maści, z którymi miałam kontakt, na moją niecierpliwość, na potrzebę szybkiego rozwiązania moich supełków, niezmiennie odpowiadali, że tak długo nie sprzątany dom, wymaga nieomal tyle samo czasu na sprzątanie.

Odpuściłam sobie te porządki, mając 53 lata; dotarło do mnie, że już nie mam tyle czasu na sprzątanie. Zamierzam żyć długo, jednak perspektywa 106 lat, i to do końca wypełnionych psychoterapią, przerosła moją wyobraźnię. Odpuściłam, i w ubiegłym roku doszłam do takiego stanu, w którym nie umiałam nikomu, łącznie z sobą, odpowiedzieć, na wydawałoby się proste, pytania: kim jestem, czego chcę od życia, co chcę robić?

Prawie całe życie, jedną z najczęściej wykonywanych przeze mnie czynności było właśnie sprzątanie.

Właściwie lubię to robić, chociaż to dosyć męcząca czynność. Najbardziej podoba mi się moment, gdy brudna i spocona, oglądam efekty mojej pracy. Czuję wtedy radość, połączoną z przyjemną myślą, że oto za chwilę umyję się i odpocznę w miejscu, które mi się podoba.

Tak też się czułam po naszym poniedziałkowym spotkaniu, po uwolnieniu się od ograniczeń, które w cudowny sposób ode mnie odkleiłaś.

Wcześniej był warsztat Cud Wolności, jeszcze wcześniej Vedic Art, w Kopańcu.

Spotkanie z zasadami Vedic Art. zapoczątkowało, nie wiem jak to powiedzieć, chyba tak: proces uświadamiania, a raczej poszerzania samoświadomości. W Kopańcu dowiedziałam się, że potrafię, umiem, mogę decydować, jestem wolna.

Na Twoim warsztacie, dotarło do mnie, jak duży bagaż dźwigałam przez całe życie. Pierwszy dzień był dla mnie dniem remanentu; wyszłam z warsztatu przepełniona ogromnym żalem do siebie, do wszystkich członków mojej rodziny. Wystarczyło jednak dziesięć minut spaceru i jedno spojrzenie w rozjaśnione słońcem niebo, by dotarło do mnie, że tego bagażu już nosić nie muszę, że to jest moja decyzja, że jestem wolna i zrobię co chcę.
Pamiętam, jak rozjaśniła mnie ta myśl, jak bardzo stałam się podobna do jasnego słońcem nieba, na którym co prawda były i ciemne chmury, lecz odpływały nie przesłaniając światła. Uświadomiłam sobie, że i we mnie tli się światło i ode mnie zależy, ile tej jasności będzie w moim życiu.

Drugi dzień warsztatu, konstelacje, był potwierdzeniem wcześniej znanych mi teorii, że można układać relacje z ludźmi, niejako bez ich udziału.  Wdzięczna jestem Bertowi, za udostępnienie takiej metody, nade wszystko wdzięczna jestem Tobie, za sposób, w jaki pracujesz. Dla mnie najważniejsze było to, w jak bardzo ludzki, wypełniony po brzegi ogromną miłością, sposób podchodzisz do pracy i do uczestników warsztatu. Ważne też było, że nie ukrywałaś uczuć, jakie rodziły się w Tobie, w trakcie zajęć. Ważne, że nie robiłaś z siebie nikogo wielkiego, chociaż jesteś bardzo profesjonalna.
Twoja uważność, koncentracja, dbałość o dobro uczestników warsztatu, dawały mi spokój. Jednocześnie były lekcją: jaka ja mogę być w kontaktach z innymi.

Poniedziałkowy rytuał uwalniania ograniczeń dopełnił to, co przeżyłam na warsztacie. Wyszłam od Ciebie w euforii. Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak lekka, wolna, bez ograniczeń. Miałam wrażenie, że mam dwa razy bardziej pojemne płuca, że wyprostowałam się i urosłam. Patrzyłam na wszystko dookoła jakby innym wzrokiem, światło było jaśniejsze, barwy bardziej kolorowe a dźwięki bardziej melodyjne.

Wyszłam od Ciebie nowa, inna, nie poznająca samej siebie. Zmienił mi się nawet głos.

Od ponad miesiąca nie biorę tabletek obniżających ciśnienie.

Ciśnienie, a właściwie: nad, miałam od bardzo dawna, pierwszy raz wykryto je przy okazji operacji wyrostka, w szpitalu, ponad dwadzieścia lat temu. Miałam 225/100 i czułam się bardzo dobrze. Zaczęły się leki, a właściwie eksperymenty, żeby dobrać właściwe. Trafiłam do bardzo dobrej lekarki, przy okazji walczyłyśmy razem z moim niesfornym jelitem grubym, owrzodzeniem dwunastnicy i nerkami. Pani doktor po kolei radziła sobie ze wszystkim, oprócz ciśnienia. Po roku regularnych wizyt i pełnym zdiagnozowaniu, załamała ręce i powiedziała mi, że ona już zrobiła wszystko, co w jej mocy, że teraz to już tylko psycholog. No, to grzecznie poszłam. Jedna terapia, druga, trzecia. Nic nie pomagało. Pogodziłam się z faktem brania do końca życia tabletek i odpuściłam.

Po powrocie do domu, po warsztacie,  zmierzyłam ciśnienie i okazało się, że rano mam bardzo niskie, dziś np. 111/60, a wieczorem, po całym dniu 130/80, czasem więcej, ale nie przekraczam 140/80, więc uważam, że z ciśnieniem koniec. Jestem przekonana, że takie "genetyczne" nadciśnienie (tak mówią lekarze, kiedy nie wiedzą, nie znają przyczyny) jest na skutek tylko i wyłącznie CIŚNIENIA PSYCHICZNEGO, które mamy w sobie. Po spotkaniu z Tobą, Małgosiu, czuję się lekka jak piórko, i nadal taka jestem. Spokojniejsza, wyciszona, pewna swoich uczuć. Ogromna zmiana!

Piszę ten list dopiero dzisiaj bo chciałam, żeby euforia opadła. Chciałam też sprawdzić, czy TO działa. Działa, Małgosiu.

To nie znaczy, że całymi dniami, codziennie, fruwam w obłokach, śpiewając radośnie. Czasem odzywają się, gdzieś z najciemniejszych zakamarków duszy, demony, którym jakimś cudem udało się przetrwać. Przez chwilę ogarnia mnie wtedy smutek, na myśl, że nie jestem sterylna. Biorę wtedy do ręki ołówek i bazgrolić zaczynam, a potem biorę farby, pędzel, i zapełniam kolejną powierzchnię kolorami. I znowu wiem kim jestem, co chcę robić, czym wypełnić życie.

Poznałam smak Cudu Wolności i już go nie zapomnę. Jestem Ci bardzo wdzięczna, za Twoje pełne ciepła, mądre przewodnictwo. Jestem Wam, Tobie i Jackowi, wdzięczna za moją wolność.

Pozdrawiam, Baszka

                                                                                                                                                              14.07.2008r.

Witaj Małgosiu!

Chcę sie podzielić się z Tobą tym, co wydarzyło się dzisiejszej nocy.

Po warsztatach wróciłam do domu zmęczona i z lekkim bólem serca. Wieczorem, czułam ból w całej klatce piersiowej.

Wypowiadając słowa, które akurat przyszły mi na myśl, w intencji miłości, prawdy, harmonii i spokoju zapaliłam trzy świece. Jedną postawiłam w swoim pokoju, drugą w pokoju dziecka, trzecią w pokoju mamy. Nie mogłam spać, bo serce bolało mnie coraz bardziej, a ucisk w klatce piersiowej był tak mocny, że oddychanie sprawiało mi wysiłek.

Usnęłam, a świece paliły się spokojnym płomieniem do późnej nocy. Około czwartej nad ranem obudził mnie dzwonek do drzwi. To byli moi rodzice z moja córką. Przyjechali z działki, ponieważ od wieczora moja mama miała silny ból brzucha. Gdy powiedziała mi jakie miała objawy, już wiedziałam, co się wydarzyło.

Pierwsza moja myśl to była "poród - jestem wolna".
- Wiesz co - powiedziałam do mamy - wczoraj wieczorem około ósmej zapaliłam dla każdej z nas świece w intencji miłości, harmonii i pokoju między nami.

- No właśnie, po ósmej zaczęły się boleści i krwawienie. Trzeba było tego nie robić, czuję się jak po porodzie, -odpowiedziała zrezygnowana.

Ojciec, zdenerwowany, nie wiedział co sie dzieje i chciał dzwonić po pogotowie. Mama powiedziała, że to moje "czary-mary" tak podziałały. Mama uwierzyła jednak w moc światła, które zapaliłam. Położyła się, by odpocząć.

Jak widzisz, Małgosiu, nie tylko w moje - w TWOJE też :), za co SOBIE i TOBIE bardzo serdecznie dziękuję :).

Teraz, mama odpoczywa w domu, bo ma gorączkę. Ból ustępuje.

A wiesz, co mnie zaciekawiło? Dzisiejsza data i data moich urodzin to numerologiczne czwórki! Teraz wiem, dlaczego w Twojej książce była data moich urodzin! A tak poza tym, od dziś, od czasu uzdrowienia mogę obchodzić swoje urodziny dwa razy w roku!

pozdrawiam serdecznie,

do zobaczenia
Magdalena



Witaj Małgosiu!


Raz jeszcze dziękuję za udzieloną mi pomoc i szykuję się do kolejnych warsztatów w dniach 12-13.VII.
Warunkiem jest znalezienie jakiejkolwiek pracy jeszcze w tym tygodniu-później może być za późno.

Trudno mi teraz opisać jakie zmiany się we mnie pojawiły ale czuje się inaczej. Kiedy dosięgnie mnie doświadczenie, w konfrontacji z rzeczywistością będę mógł coś więcej powiedzieć. Chciałem się teraz z Tobą podzielić odczuciami na warsztatach w dniu drugim. Byłem otwarty i pełny nadziei na zmianę i wspierałem się pozytywnymi myślami typu "Jestem tu i wołam o pomoc!", "Jam Jest Zmartwychwstanie i Życie."Kiedy doszło do ustawień mojej osoby, powtarzałem w myślach te słowa, ale nadal czułem się bezradny. Co więcej nic z tego nie rozumiałem. Byłem załamany. Przyszedł taki moment, że zupełnie się wycofałem, odpłynąłem. Kiedy znalazłem się w Kręgu Miłości byłem głuchy na słowa, które słyszałem. Trochę oszołomiony, usiadłem na swoje miejsce i zaraz potem poczułem smutek i przygnębienie. Był to proces oczyszczania przez miłość. Jest to słowo, które obecnie tylko z tym mi się kojarzy... Przyszedł czas na ustawienia innych osób, w których odgrywałem pewne role, ale już bez udziału mojego umysłu. Nadal czułem smutek i oddałem się prowadzeniu. Nie rozumiałem co się z innymi dzieje, a czasem zupełnie zapominałem kogo rolę odgrywam. Docierały do mnie jakieś odczucia, które wyrażałem naturalnie. Było to możliwe dopiero kiedy zrezygnowałem z umysłu, z jego kontroli, analizy. Wszystko później potoczyło się spontanicznie. Coś się we mnie zmieniło, choć nie wiem jak, nie wiem kiedy... Byłem zdziwiony, ale dusza wie. To wszystko o czym mogę powiedzieć, takie było moje doświadczenie, na dobry początek.


Dziękuję Małgosiu, do zobaczenia wkrótce.
Życzę Ci dużo Pomyślności.
Krzysztof



                                                                                                                                                              29.03.2008r.

Kochana Małgosiu,


Witaj Małgosiu,

to moja relacja wyrażona wierszem.

***


Prostuję swoją drogę

wygładzam jak taflę wody moje myśli

poznaję swoje serce

odkrywam je tutaj raz jeszcze

to piękna podróż

jedyna w swoim rodzaju

niepowtarzalna

intymna

Z każdym centymetrem mojej ścieżki

której blask odkurzony

lśni w słońcu

jak po narodzeniu

czuję lekkość ramion

Jestem bliżej siebie


***


Zrzucam bagaż starych spraw

tkwiących jak błoto w moim kolorze

Rozliczam skrupulatnie moje wczoraj

Rozpuszczam pamięć bólu

który  kształtował moją drogę

Wyrzucam motywację cierpienia

Już czas

już najwyższa pora

oddać Ziemi

spalić w jej jądrze

to co uwiera Duszę


***

Iwona


                                                                                                                                                              12.11.2007r.

Moi Kochani!

Pragnę podzielić się z Wami BARDZO DOBRYMI WIADOMOŚCIAMI! :))) Właśnie zmieniłam swoje Życie. Tak od razu i bez większego wysiłku. Nie musiałam niczego robić, wszystko samo przyszło, ponieważ SAMA TEGO CHCIAŁAM. Brzmi dziwnie? Też bym tak pomyślała dwa dni temu przed zajęciami. Ale już nie myślę. Bo dwa dni temu uświadomiłam sobie, że:

Sama sobie wszystko wybrałam: wybrałam sobie swoje życie, a nawet swoich rodzicowi. Wybrałam sobie swój los.

Nie żyłam swoim życiem. Żyłam zranieniami i winami swoich przodków. Brałam od nich wzorce i wydawały mi się naturalne - wydawało mi się, że tak musi być. Wydawało mi się, że muszę być taka jak oni, bo przecież jestem z ich krwi. Ale uświadomiłam sobie, że NIE JESTEM NIMI. Oni sobie sami wybrali swoje dotychczasowe życie. Ja sobie wybieram swoje. Ale po to, bym mogła być zdrowa (psychicznie i fizycznie) muszę akceptować moich przodków. Muszę być świadoma ich zranień, win i krzywd - i muszę się z nimi pogodzić. Muszę znać prawdę o moich przodkach i akceptować ją. Bez takiego oczyszczenia, bez prawdy nie mogę być naprawdę szczęśliwa.

Uświadomiłam sobie wzorce, które przejęłam od przodków, i które nie pozwalały mi żyć tak, jakbym naprawdę chciała. Ale, żeby je sobie naprawdę uświadomić, musiałam je wypowiedzieć głośno przy wszystkich. I razem z innymi sie z nich zaśmiać.

Uświadomiłam sobie, że życie ma głęboki sens. Że stanowi jedność. Wszystkie dotąd rozproszone klocki nagle złożyły się w jedną harmonijną całość. Że jest sprawiedliwość. Że tak naprawdę nie ma ani morderców, ani zabijanych.

Uświadomiłam sobie, że sama sobie wybieram nie tylko swoje życie, ale także swoją śmierć.

Uświadomiłam sobie, że NIE MA PRZYPADKOW. NIC NIE DZIEJE SIE BEZ PRZYCZYNY.

Uwierzyłam, że SĄ CUDA. Właśnie ich doświadczyłam. Dwa dni temu nawet bym ich nie zauważyła, taka byłam zamknięta.

Uświadomiłam sobie, że miłość jest wszędzie (i nawet nie musiałam tego sobie pisach na kartce;))

A to wszystko Stało się dzięki Małgosi, MOJEJ CIOCI, CÓRCE MOJEGO DZIADKA, o której nie wiedziałam, albo nie chciałam wiedzieć, albo której nie byłam świadoma. To dzięki temu, że Małgosia mnie odnalazła, a ja postanowiłam do NIEJ przyjść na warsztat, otworzyłam się na Miłość bo przestałam żyć życiem mojego Dziadka.

DZIĘKUJĘ CI, MAŁGOSIU!
Ania


                                                                                                                                             Warszawa 12.11.2007r.

Małgosiu,

Uświadomiłam sobie, podczas warsztatów, że podstawową rzeczą jest zaufanie. Zaufanie do siebie, do ludzi, do istot wyższych. To właśnie zaufanie w ład i sens wszystkiego daje uczucie bezpieczeństwa i spokoju. Tam, gdzie są wątpliwości nie ma oddania i wolności, nie ma przepływu, bo jest zawsze jakieś "ale". Zaufanie jest "drzwiami", jest początkiem drogi duchowej.

Uświadomiłam sobie, że wszystko jest jednością. Do tej pory myślałam sobie, że dobrze byłoby, gdyby wszystko było jednością. Na warsztatach tego doznałam, to było jak olśnienie, coś niesamowitego, poczułam się równa z mordercą.

Uświadomiłam sobie, że prawdziwa miłość jest doskonałą relacją dwóch istot, jest wzrastaniem, a nie trwaniem w miejscu, jest wolnością i przynosi wolność i ukojenie. Kiedyś wydawało mi się, że przeżyłam taką miłość, że była ona jedyna i już nigdy więcej się nie zdarzy. Teraz widzę jak bardzo brakowało mi świadomości i zaufania. Wiem też, że zmiany trzeba zacząć od siebie, żeby zacząć związek trzeba być świadomym siebie i otwartym. I być szczęśliwym samym ze sobą, bo nikt oprócz nas nie jest w stanie nas uszczęśliwić. Kiedyś myślałam, że ktoś może mnie uszczęśliwić, że dopiero wtedy, gdy spotkam tą drugą osobę będę szczęśliwa. Teraz wiem, że muszę być szczęśliwa zanim ją spotkam.

DZIEKUJĘ:)

i jest w samym środku jeszcze coś, niesamowitego , coś niewyrażalnego, zrozumienie rąbka prawdziwej wolności, akceptacji, jedności wszechświata, która dotąd była mi obca, bo aby poczuć to w pełni chcę się wspinać po schodach, a musi to być niesamowite uczucie!

Kasia
 

 





Hasło?
Konto? Zarejestruj się!
Advertisement
Projekt i wykonanie:
SMOQ Studio

Copyright © 2008-2010 Zwiazki.com.pl
Kopiowanie części lub całości publikacji bez wiedzy i zgody autorów zabronione.